Dlaczego nie jestem romantyczny?

Dlaczego nie jestem romantyczny?

 

Nigdy i przed nikim nie ukrywałem, że jestem i byłem przeciwny celebrowaniu dnia 14 lutego. W trakcie pewnej dyskusji zostałem zapytany jak ja widzę, jako facet ową romantyczność.

Zacznę od dnia zakochanych. Co do samego święta osobiście mam kilka powodów żeby je olewać . Pierwszy i dla mnie najważniejszy to taki, że nazajutrz mam urodziny. Niestety odkąd pamiętam, wszyscy wolą obchodzić święto 14 lutego, a nie 15 lutego. W dodatku  zgodnie z rolami społecznymi wygląda na to że to ja powinienem organizować, planować i pamiętać o tym „bardzo szczególnym” dniu, kiedy jeżeli, to już wolę poświęcić nieco więcej uwagi piętnastemu lutego niż tej czternastce. To był argument najbardziej egoistyczny, teraz kolejny powód. Dlaczego znowu kopiujemy od kogoś zachowania, święta itd, kiedy mamy własne?romantyczność  Czy wiesz, że od kilkunastu wieków na naszych terenach było i jest obchodzone święto o nazwie „Noc Kupały” lub „Noc świętojańska” z 21 na 22 czerwca? Kwiat paproci, puszczanie wianków na wodzie, ognisko, otwarcie sezonu kąpielowego, (Kościelne święto przypadającą na 23-24 czerwca to wigilia św. Jana) czy nie jest to dużo ciekawsze niż czerwone serduszka z dwudziestoma stopniami poniżej zera za oknem? W tą noc panie puszczały wianki, a panowie  je wyławiali  z wody i jak znaleźli właścicielkę to bardzo często wtedy pozbywała się  już właściwego wianka. W końcu było ciepło, las, pięknie świecący księżyc, o ile była pełnia, można było iść na spacer, kwiatów jest pod dostatkiem a potem ….. było również społeczne przyzwolenie na coś więcej.  To jest prawdziwe święto zakochanych. Teraz kilka słów o tej romantyczności czternastego lutego. Pierwsza sprawa, dotyczy panów. Dlaczego prawie wszyscy wpadacie wtedy na dwa genialne pomysły jakim jest pójście do kina czy do restauracji? Byłem w tym roku w Walentynki w knajpce z grupą znajomych, którzy przynajmniej na razie są antywalntynkowi. Widziałem tam pary siedzące naprzeciwko siebie z różą pośrodku. Z niektórych, pięknie udekorowanych i w świecach stolików, było aż czuć, że atmosfera jest sztuczna i nienaturalna, że ci ludzie próbują zrobić coś bardzo romantycznego, ale sami nie wiedzą jak powinno to wyglądać. W końcu są w uroczej knajpce, jest atmosfera, tylko brakuje tego …..czegoś.

Moim zdaniem w tym dniu brakuje emocji,  które składają się właśnie na tą romantyczność, ale takiej prawdziwej-  tej ulotnej chwili, tego TU i TERAZ. Niestety bez wprawy nie da się tego  stworzyć na zawołanie akurat raz w roku. To „coś” trzeba pielęgnować przez cały rok. Osobiście staram się obchodzić walentynki przez cały rok z wyjątkiem właśnie czternastego lutego. Bo co składa standardowo się na ten dzień? Kolor czerwony i serduszka, róże, jakieś jedzenie, serduszkowe czekoladki, czasami jakaś „niespodzianka” przytulanie, seks albo jakoś odwrotnie.  W Walentynki wszystkie te elementy są połączone w sposób komercyjny, ale brakuje tego co najważniejsze czyli emocji. Bo stan zakochania, miłość to nic innego jak emocje. Prawdą jest, że czerwone serduszka czy świece mogą wspomagać emocje, jednak same z siebie tego nie zrobią.

Czy zastanawiałeś się dlaczego akurat czerwony kolor jest kolorem walentynkowym, miłości i pożądania i jak to połączyć z emocjami w ciągu całego roku?  Kolor czerwony ma ogromny wpływ na ludzką psychikę. Kolor ten bardzo pobudza nasze emocje. Według psychologii ewolucyjnej, barwa czerwona wiąże się z rozmnażaniem i seksualnością, gdyż zaczerwienienie skóry samic naczelnych stanowi dla samców wyraźny sygnał owulacji. (Journal of Experimental Social Psychology ) Jednak to chyba jeszcze nie to. Nie przypominam sobie żebym patrzył na kobietę i oglądał zaczerwienie jej skóry. Może gdzieś na plaży, ale to bardziej z politowania niż z seksualnego zainteresowania. Więc dlaczego czerwony? Jest jeszcze jedna teoria. Wschody i zachody słońca. Dopiero stosunkowo niedawno człowiek nauczył się wytwarzać sztuczne oświetlenie. Wyobraź sobie sytuację sprzed 40 tysięcy lat. Jest piękny, czerwony zachód słońca, kobiety skończyły zbierać co miały zebrać i wróciły do szałasów czy chat, czekają na swoich mężczyzn którzy lada moment powinni wrócić z jakimś właśnie upolowanym mięsem. Czekają, tęsknią i się martwią, przecież różnie mogło być na tym polowaniu. Mężczyźni wracają, zaczynają się powitania, przytulanie w dodatku widać, że kolacja też będzie obfita. Słońce jest nisko nad horyzontem, pojawiają się urocze odcienie czerwonego i żółtego. Do tego oko ludzkie zaczyna słabiej i inaczej widzieć podczas zmierzchu, przez co partner wygląda bardziej atrakcyjnie niż w rzeczywistości. Jak się okazuje powiedzenie „miłość jest ślepa” ma bardzo mocne biologiczne podstawy. Mózg zaczyna produkować fenyloetyloaminę (potocznie amfetaminę) plus jeszcze kilka innych narkotyków. Tak, tak bo miłość to ogólnie opiaty –  wszelkiej maści narkotyki wytwarzane naturalnie przez mózg. W momencie zakochania się ilość tego ustrojstwa wzrasta do 14 000 razy i człowiek jest naturalnie „naszprycowany”. (Obejrzyj Czy miłość to tylko (neuro) peptyd?: Janusz L. Wiśniewski)  Zostaje rozpalone ognisko, (znowu kolor czerwony, do tego ciepło bijące od niego plus zapach jedzenia).roza

Rano sytuacja się powtarza znowu czerwień słońca tym razem jednak pojawiają się kortyzol (ten od stresu) i oksytocyna (ten od przywiązania). Faceci rano się zbierają na polowanie, wojnę lub co tam sobie wymyślą,  znowu pożegnanie, niepokój.

W dzisiejszych czasach trzeba pamiętać o tym i potrafić wykorzystywać. Czyli spotkania przy zachodzie i wschodzie słońca. Nie da się zrobić w mieszkaniu ogniska, więc do obiadu czy kolacji można zawsze zapalić świeczki, nie tylko od święta. Co jakiś czas wspólna kąpiel również ze świecami w łazience. Warto zainwestować w dobre oświetlenie i to nie tylko w sypialni, w tej chwili są żarówki LED które potrafią wyświetlać i 16 kolorów. Polecam fioletowy, nie tylko czerwony.

Do atrybutów romantyczności należą też kwiaty. Kobiety podobno uwielbiają kwiaty. Ileż to razy widziałem scenę w filmie kiedy facet zamawiał dla swojej wybranki setkę czerwonych róż.  Jakież to romantyczne, a jakie głupie!   Bo czym się różni danie jednej róży od setki róż dla kobiety? Jestem w stanie się założyć że w zasadzie niczym. Z setką róż ciężko się poruszać. Najgorzej jest z desperatami, którzy zasypują na dzień dobry kwiatami. Z tych znowu najciekawsi są ci którzy kupują te róże i nie mają się odwagi pod tym podpisać.

ogniskoW swoim czasie miałem piękną sunię bokserkę. Żeby cokolwiek ją nauczyć wystarczyło się posługiwać jej przysmakami. Jednak czy, jeżeli przed wykonaniem przez nią polecenia dałbym jej przysmak (w przypadku kobiety różę) dałoby to coś? Przysmak (róża) zostałaby po prostu skonsumowany, po czym nastąpiłaby chwila oczekiwania na następny. Lepszą już metodą jest dawanie przysmaku (róży) po wykonaniu polecenia. Ale moja LoLa szybko wybrnęła z tej sytuacji, kiedy zobaczyła przysmak (różę) robiła wszystkie sztuczki z automatu, nawet bez polecenia. Ludzie też tak mają, że zaczynają uważać że im się po prostu należy bo zawsze tak było. Więc musiałem coś zmienić.  Zacząłem dawać przysmak co jakiś czas. Bardzo nieregularnie. Wiedziała, że po wykonaniu polecenia może, ale nie musi być przysmak. Może to być również jedno ciasteczko ale to może być też cała garść ciasteczek. Więc kiedy taka kobieta otrzymuje podarki, kwiaty, stawiam jej kolacje, podwożę do pracy, codziennie robię jej obiad czy śniadanie- to tak jakby otrzymywała mnie samego na talerzu. A co się dzieje, kiedy dostajemy wszystko na tacy? Nie ma to dla nas specjalnej wartości. Taka nasza kapryśna ludzka natura. Przykładowe kwiaty,  za szybko i za łatwo zdobyte nie cieszą.  Za często dawane nudzą się.  Jednak nie można też popaść w drugą skrajność – za dobre sprawowanie ciasteczko co jakiś czas się należy i tyle. Inaczej ….ktoś inny się znajdzie kto będzie rozpieszczał naszego partnera ciasteczkami. Więc kwiaty tak  jak najbardziej, ale bez szczególnych okazji, nieregularnie i zawsze za dobre sprawowanie. Już widzę skwaszone miny za powyższe porównanie. Pewnie będziesz mieć rację z punku widzenia etycznego, ale wiem też, że ludzie w swoich zachowanych nieszczególnie różnią się od ssaków. (patrz Psychologia ewolucyjna – David M. Buss,  -tutaj naukowo ale też Seks się liczy – Osho  – a tutaj bardziej filozoficznie na ten temat)

Uważam że kobiety lubią romantyczność, jednak niekoniecznie romantycznych facetów. Dawanie prezentów, kwiatów, prawienie komplementów, wyznanie uczuć niektóre nawet uważają za coś miłego i fajnego. Tyle tylko, że to nie działa na dłuższą metę. Niedawno dowiedziałem się, że kobiecie można powiedzieć „kocham cię” tylko kilka razy w życiu. Pierwszy raz przy zaręczynach, drugi przy ślubie, a kolejny po urodzeniu dziecka. Może jest to trochę przerysowane, ale od słodkiego też się robi niedobrze. Nikt nie lubi nadgorliwości. Dlatego też nie jestem i nie będę romantyczny.

 

Artur Olędzki


b.CW51_WinterPromo _750 x 200_female



Nie masz czasu iść na zakupy? Ubierz swoje dziecko na ZALANDO.PL! Zawsze szybka, bezproblemowa i DARMOWA dostawa, ogromny wybór i DARMOWY zwrot!

Mężczyzno!!! Przepuść kobietę przodem, ale czy zawsze ma to sens?

Mężczyzno!!!  Przepuść kobietę przodem, ale czy zawsze ma to sens?

Ogólna zasada jest prosta, mężczyzna puszcza kobietę przodem, niestety w codziennej praktyce, wygląda to tak jakbyśmy je wpuszczali na….pole minowe. Z moich obserwacji wynika, że wszyscy mamy z tym problem. Wina jest i po stronie mężczyzn, i również po stronie kobiet.

Zacznę od schodów, które mnie osobiście najbardziej irytują. Nie wiem dlaczego, ale nasze damy zawsze się gdzieś bardzo śpieszą, wszędzie gdzieś lecą,  na schodach czasami dosłownie.

Pod górę, zazwyczaj nie ma problemu, niech ona sobie idzie pierwsza. Gdyby się poślizgnęła to zawsze wpadnie w moje silne, męskie ramiona. Również żaden z nas nie będzie miał nic przeciwko temu kiedy jest w szpilkach i kusej sukience. Chociaż i od tej zasady czasami stosuję wyjątek. Wtedy biorę dziewczynę za rękę i prowadzę pod górę, gdyby co, to zawsze mam ją już złapaną.ID-10058509

Za to przy schodzeniu nie ma żadnych wyjątków, mężczyzna idzie pierwszy. I moje kochane koleżanki to dla Waszego dobra. Wyobraźcie sobie sytuację, jesteście w długiej, seksownej, przylegającej do ciała sukni, do tego 10 cm szpilka, plus dość strome, drewnienie schody. Niedawno coś takiego widziałem w gdańskiej, piętrowej kawiarni. Oczywiście pani źle stanęła na ostatnim schodku i prawie wylądowała na moim stoliku. Szybko się okazało, że wcale nie leci na mnie. Jej partner schodził za nią, próbował ją łapać, ale w zasadzie tylko poleciał za nią. Wystarczyło, gdyby schodził pierwszy, ona mogła się trzymać jego ręki oraz poręczy, przy potknięciu pewnie by się nic nie stało, a tak przypuszczam,  że kostka nadawała się do stabilizatora.

Jak wywołałem już restaurację do tablicy, to przypomnę podstawowe zasady wchodzenia tam.

Wyobraźcie sobie XVII wiek. Jakaś oberża. Przy większości stolikach, stali bywalcy żłopią piwo lub wino. Kilku delikwentów leży pod stołami albo obok nich. Wpuścisz tam swoją damę pierwszą? Żadnej knajpy w promieniu 20 km, a napić się i zjeść trzeba. W tamtych czasach taki widok to norma. Dama spragniona i głodna, więc nie ma już odwrotu jak tylko wejść. Jednak ona powinna chwilę zaczekać przy drzwiach. W tym czasie, Ty mężczyzno, dzielnie torujesz drogę. Czasami było trzeba kogoś potrząsnąć, czasami był potrzebny porządny kopniak, byleby do przodu. Koniec końców trochę zdyszany, sadzasz swoją damę przy najładniejszym stole w oberży. Wróćmy do XXI wieku. W dzisiejszych czasach wystarczy, że kobieta idzie za mężczyzną. W naprawdę dobrych restauracjach do stolików prowadzi szef sali (Maitre) w tych lepszych jest to kelner, np. w popularnym Sphinksie czy Pizza Hut. Wtedy naturalnie to on prowadzi do stolika. Za nim idzie kobieta, a na końcu mężczyzna. Kelner jest przedstawicielem firmy, dlatego nie ma znaczenia czy to będzie kobieta czy mężczyzna. W XVII wieku, byłby to najprawdopodobniej kłaniający się w pas właściciel, który również by robił „porządek” prowadząc Was do stolika.

Inne kombinacje wraz z rysunkami opisałem w artykule Savoir-vivre w restauracji  – zapraszam do lektury.

Teraz przyszła pora „na zwykłe” przepuszczanie pań w drzwiach. Na początek – my jako mężczyźni mamy ułatwić przejście przez drzwi, a nie na siłę przepuszczać. Niestety praktyka pokazuje że jest to  jest to robione na zasadzie przepychania jej przez te drzwi. Pomaganie w przejściu przez próg a przepychanie czyni istotną różnicę.

Największy problem, jak się okazuje, jest z drzwiami. Przecież mogą być z system „w te i we we wte”, wyjsciowe-wejściowe, lewo lub prawostronne – większość „drzwiowych” systemów omówione zostało przez Kabaret Moralnego Niepokoju  w  skeczu Drzwi Niestety zapomnieli jeszcze dodać, że drzwi mogą się również otwierać do środka lub na zewnątrz.

ID-100106910Najprostsza sytuacja to taka kiedy drzwi otwierają się do środka. Wtedy mężczyzna chwyta za klamkę, otwiera przytrzymując drzwi i przepuszcza kobietę. Wersja dla bardziej zaawansowanych- drugą rękę można delikatnie położyć na lędźwiach kobiety (tak jak w tańcu) i w ten sposób przeprowadzić ją przez próg. Nie radzę tego praktykować w oficjalnych spotkaniach biznesowych. Na randkach/spotkaniach czy już partnerką/żoną jest to bardzo wskazane. Na marginesie, gdzieś wyczytałem, że w kraju naszych „największych sojuszników” (czyt. USA)za takie przepuszczenie w drzwiach można dostać kilka lat odsiadki za ….molestowanie seksualne. Tak! Tak! Ponieważ już po przepuszczeniu kobiety można spojrzeć na jej tyłek. Dlatego też zdecydowanie wolę zostać tutaj i ….przepuszczać w drzwiach.

Powyższy przykład wydaje się być bardzo prosty, pod warunkiem, że nasze damy zanadto się nie śpieszą. A przecież dama nie powinna się śpieszyć. Powinna również wiedzieć jak to działa. Mój niedawny przypadek (ang. CASE 😉 ) . Wychodziłem z klatki, z bloku, z moją kochaną koleżanką Iwonką. Dziewczyna jest na tyle energiczna, że chciała przejeść przez ledwie co uchylone właśnie przeze mnie drzwi. Na szczęście skończyło się bez większych obrażeń, a ja chcąc nie chcąc przyjąłem oficjalną wersję Iwonki, że główną przyczyną katastrofy, było moje zbyt wolne otwieranie tych cholernych drzwi. Nie pozostało mi nic innego jak grzecznie przeprosić za zaistniałą sytuację.

Druga sytuacja- drzwi otwierające się na zewnątrz.

Właśnie w tym przypadku jest to najczęściej popełniamy błąd przez panów, którzy pchają drzwi, a ich partnerki przepychają się pod łokciem. Panowie – nigdy, ale to nigdy ten sposób.

Mamy umożliwić jej jak najprostsze przejście, więc:

  1. chwyć za klamkę,
  2. otwórz drzwi,
  3. sam przejdź na drugą stronę,
  4. poczekaj aż kobieta przejdzie.
  5. zamknij drzwi.

Prośba do dziewczyn – proszę zaczekajcie tą chwilę, dajcie samym sobie tą okazję do bycia damami. Panowie, a dla Was rada, mimo tych zwariowanych czasów to my powinniśmy prowadzić więc więcej energii i trochę przewidywania.ID-10052047

Kolejny przypadek to kiedy mężczyzna jest ze swoją partnerką, a przy drzwiach kłębi się tabun innych kobiet. Zawsze najważniejsza jest Twoja partnerka, przepuszczasz ją , a następnie sam przechodzisz. Tabun da sobie sam radę.

Troszeczkę inaczej wygląda sytuacja w kontaktach biznesowych lub na uczelni. Tutaj mamy do czynienia z hierarchią, dlatego też szef nie musi przepuszczać podwładnej, ani profesor studentki. Oczywiście to jest już wyborem panów. Znam dyrektorów, którzy mimo zajmowanego stanowiska pozostają zawsze dżentelmenami.

Sumując – mężczyzna ma umożliwić jak najprostsze przejście przez drzwi. Nie chodzi żeby to kobieta za wszelką cenę przeszła pierwsza.

Na koniec zostawiłem sobie środki komunikacji miejskiej i windy. Przy wchodzeniu do pojazdu lub windy pierwsza wchodzi kobieta, z tym nie ma raczej problemu. Mężczyzna jeżeli nie musi torować sobie drogi łokciami, nie musi przepuszczać kolejnych kobiet, zajmuje się partnerką. Natomiast przy wychodzeniu z pojazdu komunikacji miejskiej lub windy zaczynają się problemy. Mężczyzno, jeżeli jesteś bliżej wyjścia – wyjdź pierwszy!!!. Nie stój w przejściu, nie kombinuj, nie komplikuj życia innym i sobie. W tym przypadku znowu chodzi o ułatwienie szybkiego wyjścia, a nie bezmyślne przepuszczanie. Oczywiście jest również wersja zaawansowana. Może ona dotyczyć takiej sytuacji, kiedy jest to starszy typ autobusu jeszcze ze schodkami czy tramwaj i do tego w miarę pusty. Wtedy wyjdź pierwszy i podając rękę, pomóż wysiąść, tak jak onegdaj to robili dżentelmeni pomagając wyjść damie z karocy.

Warto, również pamiętać o otwieraniu kobiecie drzwi samochodu. Przy wsiadaniu nie jest to wielkim problemem, masz pilota przy kluczyku, więc to Ty decydujesz kiedy będzie otwarte auto. Podchodzisz, klik, otwierasz szeroko drzwi, zapraszasz do środka. Z wysiadaniem niestety jest gorzej…..tutaj panie zazwyczaj nie czekają. No cóż ich strata. Oczywiście jak masz do czynienia z damą, wyjdź pierwszy i otwórz jej drzwi. Zawsze też możesz krótko powiedzieć: – zaczekaj. Kiedy pada deszcze warto mieć parasol, wiem że to jest wyższa szkoła jazdy, ale uwierz mi, że warto.

Zwyczaj ostatnio jest już na tyle zapomniany, że niedawno kiedy otworzyłem tak drzwi od samochodu, znajoma ku mojemu zdumieniu obeszła samochód i sama wsiadła z drugiej strony. Zorientowała się o co chodzi, dopiero wtedy kiedy podałem jej kluczyki do ręki.

Oczywiście w tym artykule nie jestem w stanie opisać wszystkich przypadków i sytuacji. Generalnie chodzi o to żeby ułatwiać i pomagać. Czasami mimo najlepszej intencji panów, wychodzi na odwrót. Warto również pamiętać, że jest część kobiet, które nie życzą sobie takich „uprawnień”. OK, nie ma sensu z tym dyskutować i należy uszanować ich wolę. Chociaż, osobiście takie kobiety omijam z daleka. I mój wybór również należy uszanować.

Artur Olędzki

Zmiany

Zmiany przychodzą jak lek­ki wiatr, który po­rusza zasłony o po­ran­ku i jak de­likat­ne per­fu­my pachnące dzi­kimi kwiata­mi, uk­ry­tymi w trawie. 

John Steinbeck

 

Co jakieś dwa, trzy lata staję na skrzyżowaniu i zastanawiam się co dalej? Czuję, że właśnie doszedłem do kolejnego takiego drogowskazu. Niektóre projekty się kończą, inne, nowe już siedzą jeszcze w głowie. Czas pokończyć i uporządkować stare rozdziały i pięknie wymalować nowy inicjał dla nowego etapu. Czuję, że strefa komfortu stała się na tyle duża, że aż niebezpieczna. Słyszę, że moja podświadomość od jakiegoś czasu krzyczy: – czas na zmiany, czas na zmiany!  Ostatnio zdałem sobie sprawę że wszystko jest już w toku. To się nie dzieje z dnia na dzień, raczej z tygodnia na tydzień, dość powoli,  ale pierwsze oznaki już się pokazały.  Pierwszy raz kiedy coś takiego poczułem, wyskrobałem co poniżej:

 

ZMIANY
gdzieś w powietrzu
Photo by John Johnson

Photo by John Johnson

 czają się zmiany
 takie poważne
 nieuniknione
 czuję je 
 są blisko
 nadchodzą
 powoli
 niebłagalnie
 trochę się ich boje
 jednak czekam niecierpliwie
 wiem, że się pojawią 
 już za chwilę
 niedługo
 może
 już są 
 mimo
 że
 jeszcze
 ich
 nie
 widzę

 

AO 27.09.2007



Kategoria: Przemyślenia  Skomentuj
Szczęśliwi czasu nie liczą?

Szczęśliwi czasu nie liczą?

"Tykanie zegara wypełnia chwile szarego dnia Marnujesz i trwonisz godziny, które otrzymałeś"  Foto  ©  Czarek Jakubik - dzięki

„Tykanie zegara wypełnia chwile szarego dnia
Marnujesz i trwonisz godziny, które otrzymałeś”
Foto © Czarek Jakubik – dzięki


Czas nie jest wyrobem spożywczym,
który niczym tort podajemy sobie
nawzajem wokół stołu.
Czas jest istotą życia.
Kiedy ktoś prosi Cię o Twój czas, tak
naprawdę prosi o kawałek Twojego życia.

Antoinette Bosco

 

Szczęśliwi czasu nie liczą, ciekawe kto i po co wymyślił to przysłowie? Obserwując znajomych,ale i również osoby spotkane na co dzień na ulicy, w autobusach czy w pracy zgodnie z tym przysłowiem każdy z nich powinien być bardzo szczęśliwy. Przecież oni wyglądają na takich co w ogóle czasu nie liczą. Wiele osób jeżdżąc  komunikacją miejską po prostu gapi się w okno, wiele gra w tetrisa, na swoich na smartfonach, duży procent słucha muzyki, tylko kilka procent czyta lub uczy się. Każdy przecież jedzie do pracy, rano jest niewyspany, a po pracy jest bardzo  zmęczony, więc nie ma siły jeszcze robić przez te godziny jazdy tygodniowo. I tak, i tak jakoś ten czas przecież musi zlecieć przecież do pracy trzeba dojechać. Nikt tego nie będzie przecież liczyć, jednak jakoś ci ludzie w autobusach nie wyglądają mi na szczęśliwych. Może poszukajmy gdzie indziej.

Jakiś miesiąc temu ze znajomą byliśmy na zakupach. Akurat tak się złożyło, że trafiliśmy na wyprzedaże. Przed jednym ze sklepów z markowym obuwiem ustawiła się kolejka żeby tylko wejść do tego sklepu, moim zdaniem przynajmniej na trzy godzinne stanie. Ci szczęśliwi ludzie chcąc zaoszczędzić pieniądze stali i czekali. Oddali swój kawałek, życia aby zakupić (o ile się uda) buty z odpowiednią etykietką. Oczywiście, będą się mogli pochwalić znajomym wspaniałym obuwiem jak i będą przeświadczeni że zrobili naprawdę dobry interes. W końcu to „tylko” 2-3 godziny stania w kolejce, jakaś godzina na dojazd, 30 minut na znalezienie miejsca do parkowania, kto by to liczył.

Inny przykład. Niedawno przeczytałem:  „W Polsce czas spędzany przed telewizorem wydłużył się w porównaniu z 2011 r. o jedną minutę. Przeciętnie przed telewizorem spędzamy 4 godz. i 3 minuty.” Codziennie! A przecież jest jeszcze Facebook, Internet, gry komputerowe. Dla osoby, która przeżyje 65 lat, te cztery godziny dziennie  daje DZIESIĘĆ lat spędzonych przed telewizorem lub komputerem. Czy kiedykolwiek się nad tym zastanowiłeś, bawiąc się skacząc z kanału na kanał lub bezmyślnie oglądając co wirtualni znajomi zamieścili na swojej „ścianie”?

Podczas rekrutacji pracowników zadawane jest bardzo standardowe pytanie, które uwielbiam zadawać nawet  znajomym. Pytanie brzmi:  Jak wyobrażasz sobie swoje życie za pięć lat. Wydawało mi się, że idąc na rozmowę rekrutacyjną każdy wie o tym pytaniu. Jednak wiele osób jest zaskoczona wręcz skonsternowana. Cóż za dziwne pytanie, a skąd można wiedzieć co będzie za pięć lat. Jednak ostatnio oglądając kolejkę przed sklepem obuwniczym miałem ochotę zadać tym ludziom inne pytanie. Co byś, teraz, w tej chwili, robił, gdybyś wiedział, że zostało ci tydzień życia? Miesiąc życia, rok życia, pięć lat życia?

Jak byś się zachowywał gdybym ci  nastawił przy łóżku stoper odliczający wstecz te 1825 dni. Jak byś się zachowywał gdybyś codziennie rano widział jak upływa dzień po dniu. Czy zgodzisz się ze mną, że wtedy nie patrzyłbyś się bezmyślnie w okno jadąc autobusem, że nie stałbyś w korku godzinę, jeżeli wiedziałbyś, że na piechotę dojdziesz tam w 30 minut? Czy oglądałbyś cztery godziny dziennie telewizję? Kiedy wiesz, że rano się obudzisz a tam, pyk i zostało tylko (albo aż) 824 dni . Czy stałbyś trzy godziny w kolejce po najbardziej markowe buty na świecie tylko dlatego, że są nawet po 10 zł,  kiedy rano przy łóżku byś miał już 99 dni życia? Niedawno oglądałem film, może nie najwyższych lotów, ale film który mną wstrząsnął. Angielski tytuł to „In time”, polski „Wyścig z czasem” naprawdę polecam. Jest w nim kilka scen, które pozwolą zrozumieć jak teraz marnujemy to co jest najcenniejsze.

Ben Wisely "Złodzieje czasu"

Ben Wisely „Złodzieje czasu”

Niestety wszystkim nam coś się w pokręciło. Uważamy, że czasu mamy nieskończenie dużo, za to zawsze do szczęścia brakuje nam tylko pieniędzy. A przecież kiedy się rodzimy, nasz bak czasu jest zatankowany do pełna. Najgorsze jest to, że nie wiemy jak duży jest ten bak. Jedyne co wiemy, to to że nigdzie, ale to nigdzie nie znajdziemy żadnej stacji benzynowej podczas całego naszego życia. Pierwszy oddech tankuje bak czasu do pełna i od tego już momentu zegar zaczyna odliczać wstecz.

Proponuję statystycznie założyć, że w Polsce mężczyźni mają średnio zatankowany bak na 76 lat życia, zaś kobiety 80. Co daje odpowiednio 27 740 dni życia dla facetów,  dla kobiet 29 200 dni. Dużo? Oj nie do końca. To jest bardzo optymistyczne założenie, że bak jest standardowy i nic się wcześniej się z nim nie stanie. W dodatku z tymi ostatnimi kilometrami przecież różnie bywa. W moim przypadku wykorzystałem już 13 297 dni czyli wskazówka paliwomierza jest blisko połowy, o ile nic nieoczekiwanego się nie zdarzy zostało mi 14 443 dni,  czyli 52,07% czasu życia.( Agatko jeśli to czytasz to wiesz już ile mam lat ;P ) Brrr – straszne są te wyliczenia, niestety bardzo prawdziwe, kiedyś widziałem program agenta, który sprzedawał ubezpieczenia na życie. Ten by nawet tyle na mnie nie postawił. Znalazł by  co prawda sporadyczny, ale jednak alkohol, jakieś możliwe dziedziczne choroby, za dużo soli w diecie, jakiś stres, brak stabilizacji  itd. Choćby dlatego od ponad roku nie oglądam telewizji. Maksymalnie staram się wykorzystać każdą chwilę, kiedy nie sprzedaję (się!) swojego czasu pracodawcy. Dzień po dniu zegar tyka i tyka.

Ciekawe, że większość ludzi nie interesuję się jak zaoszczędzić to czasowe paliwo, a szukają sposobów jak zaoszczędzić pieniądze. Mam wielu znajomych, którzy dla pieniędzy, domu, samochodu, oddają nawet 14 godzin dziennie swojego życia. Mają dom, w którym tak naprawdę nie mieszkają, mają piękną żonę, z którą sypia hydraulik, bo po tych 14 godzinach to najchętniej co by zrobili to iść do łóżka, ale spać. Mają dzieci, które zastanawiają się kim ten pan jest i czego tak naprawdę chce.

 

Nie wiem czy zauważyłeś, że świat jest teraz tak urządzony,  że za pięć dni Twojej pracy dostajesz dwa dni wolnego. To tak jakbyś zainwestował na giełdzie 10 000 zł,  po pięciu dniach dostałbyś  4 000 zł. Zwrot z inwestycji -60%, gdzie tutaj jakakolwiek opłacalność? Czy wiesz, że pracując osiem godzin dziennie pracujesz przez 225 dni w roku, a tylko 140 dni (razem z urlopem) masz teoretycznie wolne. Teoretycznie, ponieważ jeżeli jesteś tak wykończony pracą przez te pięć dni w tygodniu, a podczas weekendu pragniesz jedynie odpocząć od pracy to ten czas też by należałoby doliczyć do czasu, który poświęcasz pracy. Żeby w następnym tygodniu pracować musisz jakoś odpocząć. A przecież pieniędzy, odwrotnie niż czasu nigdy nie zabraknie. Nie ma takiej szansy, codziennie są dodrukowywane miliony dolarów. Amerykański FED już o to zadba żeby nigdy nie zabrakło tego co nazywamy pieniędzmi. Banki dając kredyt tworzą nowy pieniądz oparty na długu. Kiedy pieniędzy jest coraz więcej i więcej, Twojego czasu z każdą sekundą jest mniej i mniej.

Proponuję trochę zmodyfikować tytułowe przysłowie na „szczęśliwi czasu nie marnują„. Zastanów się dobrze czy opłaca Ci się jechać na drugi koniec miasta przez dwie godziny, żeby kupić coś o 30 zł taniej. Czy jeżeli już podróżujesz do pracy, to  nie opłaca się w tym czasie przeczytać książkę, poradnik, wysłuchać audiobooka, czy czegoś się nauczyć? Czy stać Cię na bezmyślne oglądanie telewizji? Może zamiast poszukiwać drugiego etatu dla zwiększenia ilości pieniędzy, czas  zmienić nastawienie i zacząć myśleć: „co mogę zrobić żeby zaoszczędzić mój bezcenny czas”

Super by było żebyś wiedział jak zaoszczędzić czas innych, chociaż i tak prawdopodobnie mało kto z tego by skorzystał, nie wszystkich można wyciągnąć z Matrixa, więc można zrobić coś odwrotnego. Znaleźć sposób jak ludziom w żyjącym w Matrixie właśnie zająć czas. Dać im rozrywkę. Zobacz co z nami robią takie firmy jak

Apple czy Facebook. Czy one coś wnoszą do rozwoju świata? Jedynie co robią to dostarczają nam rozrywki, kradnąc nam nasz czas. Może zamiast oglądać telewizję zacznij pisać książkę, albo sprawdź czy jest coś co można na tyle zmodyfikować co zmieni życie innych. Paradoksem jest to, że jeżeli znajdziesz coś takiego, to nie dość, że ludzie zaczną Ci oddawać swój czas, to jeszcze chętnie za to zapłacą. Nie szukaj żadnego sekretu, poszukaj czego innym brakuje i daj im to. Pieniądze czasu Ci nie kupią, ale jak je mądrze zaczniesz wykorzystywać,  na pewno wiele zaoszczędzą z Twojego życia.

Napisanie tego artykułu zajęło mi około dwóch godzin. To trochę dłużej niż czas trwania jednego z popularnych seriali w telewizji razem z reklamami. Dziękując Ci za te 10-15 minut Twojego życia, które poświęciłeś na przeczytanie, mam nadzieję, że to będzie dla Ciebie korzystana wymiana. Masz kilka rzeczy do przemyślenia.

MJ DEMARCO Fastlane Milionera

MJ DEMARCO Fastlane Milionera, pochłonięta w 7 godzin 🙂

Myślę, że będziesz o tym pamiętał kiedy stwierdzisz, że Ci się nudzi i zaczniesz szukać czegoś do obejrzenia w telewizji lub złapiesz siebie podglądaniu znajomych na FB.

PS.

Część artykułu powstała po przeczytaniu książki MJ DEMARCO Fastlane Milionera Książkę dosłownie wchłonąłem w jeden dzień. Zainteresowałem się nią ponieważ w przeczytanej recenzji, autor tejże narzekał, że MJ DEMARCO za bardzo krytykuje  niejakiego Roberta Kiyosakie’go, który jak do tej pory był jednym z moich guru od spraw finansowych. Mimo, że wybieram się na Międzynarodowy Kongres Kiyosaki’ego w październiku, to przestał już być tym guru. Książka MJ DEMARCO miażdży wszystko co do tej pory wiedziałem.

 

Artur Olędzki


NieBo… Czy naprawdę wiecie czego chcecie?

NieBo…  Czy naprawdę wiecie czego chcecie?

Podczas różnych imprez i spotkań przy piwie coraz częściej koleżanki skarżą się że na tym świecie już nie ma prawdziwych, zdecydowanych facetów. Mnie też się wydawało, że część kolegów nie potrafi się odnaleźć. Tak naprawdę to nawet wiadomo kim ma być mężczyzna. Dlatego podczas tych rozmów przy piwie wyciągałem od koleżanek jaki to jest idealny facet. Wyszło mi coś takiego:

  • zabawny, dowcipny, ale poważny, nie dziecinny
  • wysportowany, silny, ale wyglądający normalnie, ale na pewno nie mięśniakiem
  • samiec alfa, twardy, zdecydowany, , stanowczy ale łagodny, ugodowy i uległy
  • romantyczny, czuły, ale męski, twardy, ociekający testosteronem
  • romantyczny, ale pragmatyczny, twardo stąpający po ziemi
  • zimny ale ciepły
  • zakochany bez pamięci w kobiecie, ale opanowany, realista
  • tolerancyjny, ale zasadniczy

Rozumiesz coś z tego? Ja nie bardzo. Faktycznie system patriarchalny ulega powolnemu lecz stałemu demontażowi. Teraz kobiety często próbują nadrobić ten czas, stają się agresywne, dominujące, wiedzą czego chcą. Prrrrr – stop. Czy aby na pewno? Już prawie uwierzyłem,  jednak dwie sytuacje każą mi w inny sposób spojrzeć na to wszystko. To również kobiety niewiedzą czego chcą, a wręcz boją się prawdziwych, zdecydowanych mężczyzn.

Podczas ostatniego piwa ze znajomymi i przyszłymi znajomymi, bardzo szybko zeszliśmy na tematy męsko-damskie. Naprawdę ładna i urocza koleżanka zaczęła się skarżyć, że to ona pierwsza zaczepia facetów, a to uśmiechając się, a to pierwsza mówi cześć. Gościu, którego sobie upatrzyła  przez dwa tygodnie tylko jej odpowiadał. Chociaż ostatnio nawet zrobił postęp i zaczął pierwszy mówić cześć. Nagle wszyscy się zaczęli zastanawiać co powinna zrobić żeby to on ją w końcu „zauważył”. Wraz jeszcze jednym kolegą byłem całkowicie przeciwny żeby to ona miała go dalej zaczepiać. Stwierdziliśmy żeby sobie odpuściła i tak zrobiła już więcej niż powinna.

W pewnym momencie kolega zaczął z nią grę. Dopytywał jak by chciała, żeby facet się zachowywał, w jaki sposób powinien podejść do niej itd. Cały czas podając przykłady jakby to on zrobił. Tak się wciągnęła w tą grę, że kiedy podał jej swój telefon z propozycją wymiany się numerami prawie bezwiednie wpisała mu swój. Została bardzo ładnie i klasycznie poderwana przez niego, tak jak sama opowiadała i faktycznie chciała. Ale…..Kiedy kolega za dwa dni zadzwonił do niej, nie odebrała telefonu, nie oddzwoniła. Pewnie znowu czeka, aż ten ładniutki maminsynek powie jej pierwszy cześć. Znowu będzie się skarżyła na chłopczyków jacy to niedomyślni i beznadziejni, i czemu to akurat jej się zawsze tacy przydarzają.

Drugi przykład. Znajoma koleżanka rozstała się z facetem, jednym z pośrednich powodów było to, że on nie potrafił być spontaniczny, nie potrafił zorganizować żadnego wyjazdu itd. Ona sama musiała wszystkim się zajmować i wręcz na siłę go wyciągać z domu. Jeżeli czytasz w miarę regularnie szczęśliwy.pl to wiesz, (mimo, że tutaj opisuję co najwyżej, co trzecią wycieczkę) że bardzo lubię co jakiś czas wsiąść w samochód, autokar, samolot i po prostu gdzieś jechać. Zazwyczaj jeżdżę sam, często jest praktyczniejsze rozwiązanie, niż kogoś ciągnąć i usłyszeć „nóżki mnie już bolą”. Jednak samemu jest też nudno, więc rzucam pierwszą propozycję, w ten i ten weekend jadę na dwudniowy rajd gdzieś po północy Polski, piszesz się? „Nie bo, brzydka pogoda.” OK. Za miesiąc,  odbywały się pokazy lotnicze. Pytam się  – jedziesz? „Nie bo mi się nie chce”. Była szansa na inny szybki wyjazd do….”nie bo” .itd.

Oczywiście, może nie chcieć ze mną nigdzie jeździć, bo…..(odpowiednie wpisać)-  jej strata. Dostając trzy niebo’we odpowiedzi więcej po prostu nie zaproponuję- proste. I broń mnie Boże, żebym się w tej chwili tutaj skarżył, ja sam wsiadam w auto i jadę. Jednak już teraz mogę się założyć, że w niedługim czasie pozna faceta, z którym będzie naprawdę szczęśliwa, no może z wyjątkiem tego, że on jakoś tak lubi siedzieć w piżamie przy telewizorze, a co ona w tej chwili robi? Ano sama szuka jakiejś fajnej wycieczki.

Drogie koleżanki takich przykładów mógłbym tutaj mnożyć jeszcze wiele. Więc moja prośba, zanim na FB opublikujesz demota z hasłem:

Potrzebuję Mężczyzny. Faceta z krwi i kości, a nie jakiegoś chłopczyka, który będzie robić podchody i będzie się bał złapać mnie za rękę. Chcę mężczyzny, który będzie wiedział czego chce, który pewnie mnie obejmie i pocałuję tak, że zmiękną mi kolana. 

Zastanów się dobrze czego tak naprawdę chcesz? Czy chcesz się całe życie opiekować maminsynkiem, czy faktycznie szukasz Faceta z jajami. Faktycznie maminsynek będzie Cię traktował wyjątkowo, będzie jak piesek na każde skinienie, będzie Twoim funboyem oraz czasoumilaczem. Za chwilę jednak Ci się znudzi, a Ty znowu będziesz płakać, czemu Ci się akurat tacy trafiają.

Moim zdaniem Ty, tych prawdziwych Facetów, po prostu się boisz. Bo Facet z jajami zadzwoni do kobiety co najwyżej dwa razy, jak ona nie odbierze, nie oddzwoni, on się nie załamie, nie będzie płakał, nie będzie się prosił bo za chwilę będzie miał  kolejny numer. Boisz się ponieważ, żeby być z takim Facetem to trzeba się po prostu postarać. On nie musi latać za Tobą, będzie miał własne pasje i świat, do którego Cię na pewno zaprosi, ale Ty znowu to przegapisz albo się przestraszysz. I znowu ominie Cię okazja, a Ty za chwilę spotkasz chłopczyka, dla którego będziesz całym światem, ale …. historia ma to do siebie, że lubi się powtarzać.

 

Artur {szczesliwy.pl}Olędzki