Dominikana – dzień pierwszy czyli słodki grzech nicnierobienia i obżarstwa

Kolejna część relacji z wycieczki na Dominikanę, którą wykupiliśmy na GroupOn’ie tym razem jest również filmik i kilka zdjęć:)

30.10.2011 CZĘŚĆ III

Po trzynastogodzinnym locie, po tych wszystkich wrażeniach budziłem się rano, około 9 rano z potwornym bólem głowy. Z przebłysków świadomości przypomniało mi się, że śniadanie jest podawane od 7:00 do 10:00. Jednak zanim zeszliśmy szukać czegoś do jedzenia wyszedłem na balkon. Nawet nie będę próbował tego opisywać.  Zdjęcia poniżej niech to zrobią za mnie.

Pierwszy, poranny widok kawałka Dominikany z naszego balkonu:

na lewo TEATR

widok z balkonu - środek lekko na lewo

Środek

na prawo - BAR!!!!

Parę godzin później stwierdziliśmy, że tutaj nie ma sensu się spieszyć na żadne śniadanie. W hotelu Catalonia Gran Dominicus jedzenie jest zawsze i na okrągło. Pizza, placki na tysiąc sposobów – cały czas można kłapać dziobem. Samego śniadania też za bardzo nie będę opisywał. Posłużę się filmem z You Tuba. Polecam obejrzenie filmiku w całości. Chociaż ma około 8 minut nie będzie to stracony czas dla Ciebie.  Same śniadania są pokazane od 5 minuty:)

Robi wrażenie 🙂

O 10:30 nasza polska grupa spotkała się ‚na odprawie’ w teatrze. Jakaś Włoszka opowiedziała gdzie i co możemy zjeść, (to akurat już zdążyliśmy namierzyć) co zobaczyć, gdzie leżeć, co nam się należy itd.  Czyli, że w zasadzie mamy wszystko za darmo. Postraszyła, że trzeba być punktualnym przy wyprowadzce, tak jakby ktoś w ogóle  już o tym myślał. Na szczęście mówiła w miarę sensownym angielskim, trochę się obawiałem tego, że jak wycieczkę organizuje włoskie ALBA TOUR to będzie jedynie po włosku.

Następnie show dał nijaki Richard. Przedstawił się jako Richard Gear (potem stwierdził, że jest Billem Clintonem i szuka asystentki…). Gadał i gadał, w końcu namówił nas na wycieczkę na wyspę Saona. Nasi rodzimi marketingowcy i handlowcy powinni się zapisać do niego na korepetycje. Jeszcze w kraju, przed wyjazdem mieliśmy mocne postanowienie na kupienie tej samej wycieczki od kogoś na plaży około 20 dolarów taniej. Jednak skusiliśmy się zakupić u samego Richarda Gear pewnie dlatego, że tak naprawdę większość polskiej ekipy ją kupiła, to zawsze lepiej być w jakimś znanym sobie towarzystwie.

Dominikana - hotel Catalonia Gran Dominicus -restauracja

Wszędzie dookoła czai się...jedzenie, maaaasa jedzenia

Po obiedzie polecieliśmy do ‚open office’ pana Geara, które znajdowało się na plaży przy barze i konkretnie wstawionemu zapłaciliśmy 140 dolarów.  Jak nam wyjaśnił jest w trakcie zażywania witaminy „R”, która jest bardzo znana i lubiana na Dominikanie. Myślę że konwencjonalna medycyna powinna się tą witaminą szerzej zainteresować. Przynajmniej my bardzo szybko daliśmy się namówić na jej zażywanie. Po niej świat staje się jeszcze bardziej kolorowy, do tego bardzo przyśpiesza opalanie. Widać to po tubylcach :). Prawdopodobnie ma jeszcze inne nieznane, ale bardzo lecznicze właściwości. Pod czystą postacią nie jest za smaczna. Witaminę „R” najlepiej wymieszać z miętą, odrobiną lodu, sokiem limonkowym. Podawać w długiej szklance ze słomką.  Mowa oczywiście o ‚mojto’ z rumem. Witamina „R” czyli tutejszy rum lany jest do szklanek w nieprzyzwoitych ilościach. Wszystkie proporcje jakie znamy z przepisów na drinki są poodwracane.  Tam gdzie u nas jest jako składnik woda to tutaj  jej miejsce zajmuje rum.


Dzień upłynął na integracji z innymi parami. Czyli Marry + Borsuk vel Bartek oraz Betty + Przemo. Spróbowaliśmy każdego drinka z karty. Uczyliśmy się nurkować w basenie.  Sprawdziliśmy najwygodniejsze pozycje na leżakach oraz na hamakach opalając się. Obeszliśmy wszystkie sklepy i butiki na terenie hotelu Catalonia Gran Dominicus, gdzie walutą rozliczeniową jest dolar amerykański. Nawet zdobyliśmy się na odwagę i poszliśmy do sklepu znajdującego się po drugiej stronie ulicy, na przeciwko hotelu. Okazuje się, że przejście na drugą stronę dominikańskiej drogi to już wyższa szkoła jazdy. Na szczęście do hotelu wrócili wszyscy w całości.

Trochę potańczyliśmy, popływaliśmy. Generalnie dzień upłyną pod znakiem nieprzyzwoitego obżarstwa oraz picia. Z ambitnych planów na wieczór zostały wspomnienia po tym jak cała szóstka około 22:00 po cichutku zmyła się do swoich pokoi. Chociaż tak naprawdę to Bety i Przemo nawet tam nie dotarli, padli na plaży i obudzili się tam o piątej nad ranem.

 

Jeszcze kilka zdjęć 🙂

Dominikana - plaża

Dominikana - plaża

Dominikana

pod tą palmą leżałem

a tutaj piliśmy

NIKA&Artur

 


750x100travelaff222 Image Banner 750 x 100

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce Google m.in. poprzez poniższe frazy kluczowe::

  • dominikana blog
You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.
Skomentuj

Prosze zalogowac sie wtedy bedziesz mogl skomentowac ten post.