Autor Archiwum

Mediolan – przystawka przed Dominikaną (28.10.2011)

Powolutku zaczynamy uzupełniać oraz porządkować nasze wspomnienia z wyprawy na Dominikanę. (29.10.11-06.11.11) Ten artykuł jest pierwszym z kilku, które zamierzamy opublikować z naszej wyprawy na drugi koniec świata 🙂 Dla przypomnienia udało nam się wykupić na GroupOn’ie w w/w terminie wycieczkę na Dominikanę za 2600 zł za jedną osobę. Następna porcja wspomnień już za kilka dni.

28.10.1011 CZĘŚĆ I

Godzina 3:15 – środek nocy, rozlega się dźwięk budzika.  Po chwili dołącza się do niego drugi. Oto właśnie zaczyna się początek naszej podróży… Podróży na Dominikanę – jedną z naszych pozycji na podróżniczej liście marzeń. Parę miesięcy  oczekiwań i przygotowań.

Trochę zdezorientowani i oszołomieni szybko dochodzimy do siebie, klika ostatnich poprawek, gorąca herbata, krótka pogadanka z LoLą -biedny pies nie ma pojęcia co te człowieki wyprawiają w środku nocy. Światła taxi i odjazd… pełen odjazd. Godzina 4:46 – jesteśmy na lotnisku w Pyrzowicach (Katowice – Pyrzowice). Jeszcze szybka kawka i … dołączamy do mega kolejki do odprawy celnej. Lotnisko nieprzygotowane, chociaż może u nich to normalne, stłoczenie na kilkunastu metrach kwadratowych czterech odpraw jednocześnie. Wesoło nie ma co.

W końcu się udało się i z 20 minutowym opóźnieniem wystartowaliśmy.

Nika: – Co było dalej? Nic nie pamiętam. Film mi się urwał i obudziłam się w trakcie lądowania :).

Artur: – Nie zgodzę się, że Nika niczego oprócz spania nie pamięta z podróży do Mediolanu (Bergamo). Na pokładzie było przystojne, wysokie męskie ciacho, z którym jak to stwierdziła:  można by było się przejść do kabiny pilota. Na moje szczęście w epoce terroryzmu okazało się to a wykonalne.

Nika: – Oj tam, oj tam….:) przecież pisałam, że nic nie pamiętam.

Po miękkim lądowaniu tak naprawdę nie w Mediolanie, ale w pięknym starym miasteczku Bergamo przystąpiliśmy do poszukiwania prawdziwie włoskiego śniadania. Taszcząc za sobą nasze 4 sztuki bagażu (dwie kabinówki plus dwie sztuki bagażu rejestrowanego – w tej chwili tak naprawdę puste, ale już przygotowane na późniejsze prezenty) i podążając za naszymi nosami w końcu trafiliśmy do prawdziwego włoskiego baru śniadaniowego. W środku był spory tłum, na który składał się:

  • człowiek wyglądający jak członek rodziny Soprano, popijający gorące, spienione mleko
  • pan z pieskiem
  • barista, karmiący ww. pieska pączkiem
  • starsza, elegancka pani popijająca cappuccino
  • ładna, młoda Włoszka wcinająca muffina
  • kilka nijakich osób siedzących przy barze, oraz kilka innych osób co chwilę wpadających na latte wypijanym duszkiem przy barze
  • para Anglików w rozmiarze XXL zamawiający gorącą czekoladę z bitą śmietaną  i z tostami
  • oraz rewelacyjna starsza kelnerka, przekonana, że jak będzie wystarczająco głośno i wyraźnie mówiła po włosku, to wtedy z pewnością ją zrozumiemy 🙂

Nasze śniadanie składało się z dwóch cappuccino, dwóch muffinów oraz z „Bruschetta con assettione” (nawet teraz nie potrafię znaleźć tego słówka, a wyszła z tego bruschetta z anchoise, które tak średnio nam smakowało)

Nika: – Yhm… jak widać Artur szybko przyswoił sobie nowe słówko celem nie popełniania błędów w przyszłości. Dodam tylko, że ta bruschetta była wielkości księżyca w pełni.

Mediolan

Mediolan

Acha! W kawiarni nie było stolika nr 13. Rachuneczek około 8 € 🙂

Pojedzeni dotarliśmy do dworca w Bergamo. Tam po zakupie dwóch biletów za 11 €  (wystarczyło przy kasie rzucić  Due Milano nawet bez per favore ) udaliśmy się na peron.

Pociąg do Mediolanu już stał, piętrowy. Żeby dostać się do włoskiego pociągu trzeba użyć zdolności alpinistycznych, dwa schody – prawie metr w górę! W środku wagonu jeszcze większa tragedia. W pierwszej chwili zajęliśmy osiem miejsc. Czegoś tak ciasnego jeszcze nie widzieliśmy. Nie wiem jak Włosi siadają  na przeciwko siebie, kiedy nam było ciężko się zmieścić z kolanami (nie żebyśmy chwalili naszego rodzimego przewoźnika, ale u nas jak człowiekowi uda się dostać do miejsca siedzącego to ma sporo miejsca)

Mediolan - tysiące skuterów

Tysiące skuterów w Mediolanie

Mediolan nie zrobił na nas większego wrażenia, może to kwestia zbyt małej ilości czasu, jaki w nim spędziliśmy.

Przykry jest fakt, że dla nas wciąż jest tam relatywnie  drogo. Nie dziwi mnie powszechność w noszeniu Armaniego, Gucci, Louis Vuitton. Dla Włochów ceny jakie się tam płaci za markowe ubrania to drobne. Piękne, oryginalne stroje Włoszek nie kosztują ich wiele.  100 €  – za to w Mediolanie już można sporo kupić. Odnieśliśmy to do naszych 100 zł… Włosi nie muszą się zastanawiać czy to Armani czy coś innego, po prostu kupują skupiając się na dolce vitae.

Mediolan- pałac Sforzów

Oddech normalności poczuliśmy w ogrodzie pałacu Sforzów, gdzie nikt nikogo nie karał mandatem za leżenie na trawie czy (o zgrozo!) granie w piłkę. No ale gdzie tam ogrodom włoskim, pałacowym no naszych parków…  Sporo się nachodziliśmy. Zwiedzaliśmy i zabytki i markowe sklepy. Artur szukał faszystowskich swastyk na Stazione Centrale , które podobno gdzieś są na posadzce dworca, jednak tym razem, czegoś nie doczytał i mu się nie udało. Tak jak Kopenhagę zapamiętaliśmy z tysięcy rowerów tak Mediolan zapamiętamy z tysięcy skuterów. Po paru godzinach, już metrem, wróciliśmy na dworzec po nasze bagaże. (przechowywania bagaży 16 €)

Z Mediolanu na lotnisko Malpensa dowiózł nas Malpensa Express za 7,5 € od osoby – miło szybko i przyjemnie. Będąc na lotnisku zadzwoniliśmy po hotelowy shuttle, który po 15 minutach wiózł nas do hotelu. Hotel Villa de la Rossa jest godny polecenia. miła obsługa, pokoje czyste i zadbane. Po wzięciu szybkiego prysznica i zalaniu całej łazienki – padliśmy

 

NIKA


Bilety oraz loty rezerwowaliśmy za pomocą tych wyszukiwarek:


http://www.fru.pl/ (polecam loty a, potem zakładka hotele)
Homepage – www.tripsta.pl
Bilety lotnicze Ryanair
Bilety lotnicze Wizz Air
Bilety lotnicze LOT (ta ostatnia może trochę mniej tania :P, ale często może uratować tyłek kiedy już nie ma innych lotów.)
eSKY.pl – Internetowe Centrum Podróży

Oczywiście dalej przeglądamy GroupOn’a 🙂



travel_728x90

Dominikana- systematyczne przygotowania do wyjazdu

Powoli, lecz systematycznie przygotowujemy się do wyjazdu. Mamy podrukowane rozmaite mapki, schematy, przydatne informacje, ściągawki.

Mamy już zarezerwowane hotele: w Malpensie (Hotel Villa Delle Rose) i Bergamo (As Hotel Bergamo Aeroporto).

Plan jest taki:

W czwartek 27 października ok. godz. 15:00 wyjeżdżamy z Warszawy na południe.

Po krótkiej drzemce transfer do Pyrzowic. 6:10 – wylot z KTW do BGY (7:55) Lecimy z Wizzair.

Z lotniska w Bergamo Orio al Serio jedziemy autobusem (www.orioshuttle.com) lub pociągiem (www.trenitalia.com) do Mediolanu (pewno pociągiem pojedziemy, żeby od razu na dworcu w Mediolanie „porzucić „ bagaże :))

Caaaaały dzień zamierzamy się szlajać po Mediolanie – nie mamy konkretnego planu na zwiedzanie – z reguły wtykamy nosy w każdą dziurę, czasem podpinamy się pod zorganizowane wycieczki żeby się czegoś dowiedzieć. Jedno jest pewne – nie odmówimy sobie żadnych włoskich przysmaków.

Jak już będziemy mieli dość chodzenia dojedziemy metrem linii 2 do stacji Cadorna, tam wsiądziemy w pociąg na Malpensę lub autobus – zobaczymy na miejscu. Z Malpensy odbierze nas hotelowy Shuttle (udało nam się znaleźć hotel z busem na telefon w cenie) i tak skończymy ten piękny dzień 🙂

Wstępnie wylot z Malpensy mamy o 14:00, po 15:00 międzylądowanie w Rzymie i stamtąd prosto na Dominikanę –  La Romana. Planowe lądowanie 21:05 ichniego czasu.

3499 zł zamiast 5700 zł: wakacje all inclusive na Karaibach – 8 dni w Hotelu Henr... (587604)

Mamy kilka pomysłów, co robić na miejscu poza rozkoszowaniem się byciem w raju. Na pewno chcemy dostać się do stolicy – Santo Domingo – jeszcze nie wiemy jak. Może wsiądziemy w autobus, a może zbierze się grupa i weźmiemy większa taxi? Okaże się na miejscu.

Chcielibyśmy tez zobaczyć wyspę Saona – tu zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że to maszynka do nabijania pieniędzy od turystów inny, że to kwintesencja Karaibów. Jako, że wycieczki fakultatywne biur podróży są przesadnie drogie, liczymy na plażowych sprzedawców 🙂

Ciężko powiedzieć i zaplanować pobyt w tym miejscu. Po pierwsze czasu mamy zbyt mało ( tylko 8 dni), a i nasza wiedza na temat możliwości poznawczych jest,  mimo ciągłego udoskonalania, jak na mój gust zbyt uboga. Wiem jedno – chce tam być. Napatrzeć się, zatrzymać chwilę.

Planowany powrót.

Oj będzie płacz. Czuje to…

Wylatujemy z La Romana 6.11.2011 o 22:40 w Malpensie będziemy o 15:50 dnia następnego.

Odległość między lotniskiem w Malpensie a Bergamo jest na tyle znaczna, że nie obyło się bez uprzedniego zaplanowania jej pokonania. Pojedziemy przez Mediolan tak samo jak w drugą stronę. Koniecznie chcemy zobaczyć górne Bergamo, zatem porzucimy gdzieś bagaże, pewno w centrum handlowym naprzeciwko lotniska i podjedziemy do Bergamo. Czasu nie będzie zbyt wiele, ale jednak. Nie wiemy jeszcze jak się dostaniemy do hotelu, ponieważ w niedzielę jedyny autobus rejonie Grassobbio nie kursuje, a hotel nie dysponuje busikiem.
Samolot do Katowic mamy o 8:40, lądowanie w Katowicach 10:25 (ciekawe jaka będzie pogoda?).

Tak na dzień dzisiejszy zapowiada się nasza przygoda z Dominikaną. Jak wyjdzie „na żywo” jesteśmy bardzo ciekawi i z jednej strony przebieramy nóżkami nie mogąc się doczekać z drugiej jednak chcemy nieco zwolnić czas, bo musimy przyznać, że to oczekiwanie i przygotowanie jest równie ekscytujące.
NIKA@Artur




travel_728x90

Wczasy z LoLą – szczęśliwym psem :)

[…] nie wystarczy, że powiedzieliśmy, iż pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, jeśli świat dalej będzie szedł w tym kierunku, może się okazać ostatnim. – José Saramago – Historia oblężenia Lizbony

Mamy psa. Bokserkę półtoraroczną. Cudo. Zresztą ja od niemowlęcia byłam wychowywana z psami, w miłości i szacunku do zwierząt. To mi zostało i coraz bardziej się pogłębia. Stwierdzenie w tym miejscu, że rozumiem psią mowę nie będzie więc nadużyciem.

Jako, że jak wspomniałam psy zawsze były w moim rodzinnym domu, towarzyszyły nam również podczas wakacji.LoLa na plaży

No właśnie wakacje z psem. Z młodości pamiętam, że nigdy nie było z „tym” problemu. Nie wybieraliśmy miejsca wypoczynku w zależności od tego czy możemy tam zjawić się z psem. Po prostu się jechało. Owszem było kilka plaż gdzie psiaki nie mogły wchodzić jak np. w Międzyzdrojach, ale powiedzmy, że dało się to zrozumieć – zresztą spacer z psem wśród tłumów to żadna atrakcja. Pies chodził z nami na rybkę, na lody, na plażę – wszędzie i nikt nigdy nie robił z tego powodu problemu.

Minęło parę lat.

LoLa na lodachW Polsce zawiązał się, jak ja to nazywam – „samozwańczy ruch obrońców trawników” i jak dżdżownice po deszczu z podziemi wypełźli źli ludzie. Ludzie, dla których zwierze – pies to samo zło. A bo śmierdzi, a bo kupę robi, a że bez kagańca, a że bez smyczy, a że tylko czeka żeby kogoś zagryźć, a bo głupi i po co on w ogóle jest. W ślad za tą bogatą argumentacją przeciw psom idą równie opasłe epitety pod adresem właścicieli psów. Zwykle wdawanie się w dyskusję z tego typu osobnikami nie ma najmniejszego sensu, bo żadne argumenty do ich zalążków mózgu nie dotrą.

 

I tak od wielu lat rośnie nienawiść wobec zwierząt, którą tylko w ułamku pokazują media, wyrastają młode pokolenia z wpojona nienawiścią, agresją. Pyszne, dumne, podłe, wyniosłe rzesze pseudoludzi, którzy za wszelką cenę próbują zaszczuć właścicieli zwierząt, zepchnąć ich na margines, wzbudzić w nich poczucie winy za wszystko, co im przyjdzie do głów – no bo pies, wiadomo – zawsze winny. A w ogóle to jego miejsce jest w budzie na łańcuchu, prawda?… Piękna LoLa i ..morze

 

Ta niechęć i odgórne założenie, że pies to problemy i że jego pan to brudas nie sprzątający psich kup, dotarła także do hotelarzy, kempingowców i innych wakacyjnych noclegowni.

Tu wyróżnić można 3 grupy wakacyjnych biznesmenów:

  1. tych, dla których pies nie stanowi problemu i przyjmują go bezpłatnie
  2. tych, którzy przyjmują go za drobną opłatą
  3. oraz tych, którzy niby „z wielką radością przyjmą gości z pieskami” ale stawiają tak absurdalną cenę za jego pobyt, że wiadomo, że nikt o zdrowych zmysłach na te usługę się nie zgodzi – o co tez im chodzi  (ceny nad polskim morzem są wystarczająco nadmuchane, żeby jeszcze wydawać majątek za to, że pies się prześpi na własnym posłaniu).

 

W tym roku postanowiliśmy, że mimo wszystko pojedziemy na wakacje z naszą LoLą.

LoLa z kumplem Fosterem vel Cycu

LoLa z kumplem Fosterem vel Cycu

Zaczęłam szperać w Internecie co, gdzie, jak i za ile. Przydaje się wyszukiwarka Tanie podróżowanie.  Owszem mam swoje ukochane miejsce gdzie moglibyśmy jechać (kemping Viking w Dziwnówku – bajka), ale chcieliśmy jechać gdzieś bliżej. Po kilku godzinach  poszukiwań na Tanie podróżowanie znalazłam idealną ofertę na wczasy z psem – Malowany Domek w Mikoszewie. Psy są tam mile widziane, mają swój basen, huśtawkę – rewelacja.

Po spędzonych tam blisko 2 tygodniach jesteśmy pewni – to były nasze najlepsze (również szczęśliwe) wakacje (no dobra najlepsza to pewno będzie Dominikana, która wciąż przed nami :))

LoLa po psiej imprezie

Obserwowanie nieograniczonej psiej radości, beztroski i wdzięczności jest nie do opisania. Pokłady psiej miłości jakie otrzymaliśmy w zamian są bezcenne. Spotkania z ludźmi, dla których psi los nie jest obojętny, wspólne spacery, zabawy.  Obserwowanie jak pies pierwszy raz w życiu widzi plażę, morze, jak się z tym oswaja i czerpie z tego radość, jak je lody wprost z wafelka i zlizuje z nochala bitą śmietanę, jak błaga o gryza świeżo wędzonej rybki i w końcu jak pada wieczorem pełen wrażeń, doświadczeń nie mogąc się doczekać kolejnego dnia – to wszystko sprawia, że człowiek czuje się lepszy, wie, że potrafi oddać część siebie zwierzęciu, nie tylko brać, tak bezinteresownie, po prostu. To nie tylko już pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, ale też człowiek najlepszym przyjacielem psa. To  wyższy stopień człowieczeństwa dla wielu wciąż stanowiący tajemną wiedzę niczym z Hogwartu.

LoLa pogrązona w lekturze

LoLa pogrążona w lekturze

 

Po powrocie widzimy zmiany w zachowaniu LoLi. Bardziej nam ufa, jest bardziej posłuszna, powoli zaczynamy rozumieć się bez słów – aczkolwiek długa droga przed nami ( w końcu to Bokser :)). Ona już wie, że stała się pełnoprawnym członkiem rodziny. I spełnia się w tej roli doskonale.

 

 

 

Artur Olędzki

 

 

 


PL ads Image Banner 480 x 70

 

 

Kulturalne rozpoczęcie urlopu

Urlop czas zacząć. Najchętniej byśmy go spędzili  gdzieś  w Argentynie tańcząc między innymi tango. No dobrze – w moim przypadku (Artur) raczej ucząc się tańczyć tanga albo chociaż pooglądać jak to robią Latynosi.  Jest to zapisane na naszej liście do zrobienia więc myślę, że za jakiś czas zdamy relację jak się tańczy prawdziwe tango na ulicach boskiego Buenos.  Na razie musi nam wystarczyć polskie morze.  Jednak żeby nie było smutno niedawno przeglądając GrupOn’a znaleźliśmy coś w klimacie właśnie Argentyny i tanga.  Okazało się, że za trochę ponad 100 zł mamy i Argentynę,  i tango, i niezłego tancerza , i bardzo seksowną aktorkę, a  to wszystko około 40 minut jazdy od domu.

Matematyka Miłości - Teatr Bajka - GroupOn

Żeby tego doświadczyć wybraliśmy się do teatru  Bajka, co również wiązało się z kulturalnym rozpoczęciem urlopu. Sztuka nosiła nazwę „Matematyka Miłości”.
„Małgorzata Zajączkowska wciela się w postać gwiazdy argentyńskiej, która rozstaje się z teatrem, ponieważ zakończył się, skrywany przez lata związek z mężczyzną jej życia. Aktorka wychodzi na scenę po raz ostatni i wreszcie może być sobą, mówi prawdę o swoim związku i błędach kobiet w postępowaniu z mężczyznami. Daje recepty na zdobycie partnera, podsycanie jego uczuć i namiętności. Dużo prawd o życiu, kobietach i jak bezbronni jesteśmy w obliczu prawdziwej miłości.

 

Utwór słodko-kwaśny z muzyką Astora Piazzolli, w wykonaniu zespołu Machina del Tango. Ważnym elementem spektaklu jest tango w interpretacji Piotra Woźniaka jego mistrzowskie oddanie klimatu tego argentyńskiego tańca. Sztuki Esther Vilar biją rekordy popularności na światowych scenach.
Sekret ich powodzenia kryje się głównie w świetnie skonstruowanych kobiecych postaciach” (http://www.matematykamilosci.pl/).



Logo 120x60

Sztuka ciężka, wymagająca skupienia i zaangażowania większości szarych komórek. Doskonała interpretacja Małgorzaty Zajączkowskiej sprawia, że nie da się być obojętnym wobec tego o czym mówi.
W życiu nie pomyślałbym, że kobieta która ma więcej niż, hmm…. powiedzmy 30 lat tak seksownie może się poruszać po scenie. Była ubrana w czerwoną sukienkę, ale to trzeba zobaczyć jak się poruszała, jak się kładła na scenie i z jakim wdziękiem wstawała z niej, jak w pełni oddawała siebie dla tej roli. Na szczęście chyba Nika nie zauważyła jak się wgapiłem z wytrzeszczonymi oczkami w tą czerwoną sukienkę . Za to ja widziałem jak wyczekiwała na każde wejście pana Piotra, który tańczył tango, a faktycznie było z niego niezłe ‘ciacho’ (- dopisek Artur)

No właśnie – mówi. Kobieta wychodzi na scenę i przez ponad godzinę mówi, wciela się w rożne postacie, od zakochanej słodkiej dziewczynki po spoconego, argentyńskiego muzyka, który kocha się z tym dziewczęciem. Na scenie jest tylko Ona, 4 muzyków i momentami tancerz tanga argentyńskiego.

Sztuka zmusza do refleksji i przewartościowania swoich wyobrażeń o wiecznej miłości. Bezlitośnie obnaża błędy jakie popełniają kobiety chcąc zatrzymać na zawsze tego jedynego.

Doskonały materiał szkoleniowy!

Polecamy.
Nika&Artur


Niech żyje zdrowy rozsądek

Tak się czasem zastanawiam, dlaczego ludzie zachowują się tak a nie inaczej. Lub inaczej: mądrze i głupio. Szczególnie w dobie ogólnie dostępnego Internetu. Przykładem niech będzie Dominikana. To, że leży na Karaibach powszechnie wiadomo, jaki tam jest klimat – można doczytać – klimat morsko-tropikalny, temperatury sięgające 31-33 stopni Celsjusza, zaś woda nagrzewa się do 28-29 stopni. Duża wilgotność powietrza, okresowe burze. I co najważniejsze – huragany najczęściej pojawiające się od czerwca do listopada.

Do czego zmierzam?

Obserwując jak szybko znikały wycieczki na Dominikanę z Groupona na terminy czerwcowo-sierpniowe, zastanawiałam się, dlaczego ludzie pakują się w sam środek okresu huraganowego, deszczowego i ogólnie jak na Dominikanę nieciekawego (tak wiem, niektórzy powiedzą, że tak im wypadł urlop – ok., sprawa dyskusyjna).

Czy wynika to z niewiedzy (no ale jak, przecież wujek Google zna odpowiedź na wszystkie pytania), czy też z tak mocno zakorzenionego w nas przyzwyczajenia, że jak wakacje to wtedy kiedy dzieciaki mają wakacje i tak nam zostało. Dlaczego nasz brak elastyczności powoduje, że wydając ciężkie pieniądze, narażamy się na takie atrakcje jak ewakuacja z Dominikany? link do artykułu z Gazety. pl  Dominikana Przygotowania przed nadejściem tropikalnego Jak ktoś lubi maksymalne dawki adrenaliny – czemu nie 😉

Jaki będzie tego efekt? wrócą ci globtroterzy i na wszelkich możliwych forach obsmarują biuro podróży, Groupona, przewoźnika itd. za swoją głupotę – do której oczywiście nikt się nie przyzna. Przecież płace to wymagam… dorzucą do tego niewłaściwy kolor piasku, który wbijał im się w skarpety w sandałach, jakiegoś robala w wannie, znajdą odpadający tynk, brak schabowego i tysiące innych bzdur, byle tylko zniechęcić im podobnych a samemu mieć dziką satysfakcję „że całe te Karaiby są przereklamowane”…

 

Życzyłabym sobie i Wam Drodzy Czytelnicy, aby ciekawość świata wiązała się z dociekliwością i chęcią poznania a nie tylko możliwościami.

 

Udanych wakacji!

NIKA

 





travel_728x90