Archiwum dla kategorii »Łyczek Kultury «

Wystawa – Narzędzia tortur z czasów Inkwizycji – kilka własnych spostrzeżeń

Ludzie torturują siebie i innych w każdy możliwy sposób. W imię religii, w imię moralności, w imię narodowości, ludzie torturują i zabijają siebie nawzajem. Tym patologicznym, niezdrowym rzeczom nadano piękne nazwy – narodowość, moralność – to piękne etykietki na bardzo brzydkich rzeczach.

krzeslo inkwizycyjne

krzeslo inkwizycyjne


~OSHO~

Niedawno udało mi się namówić moją znajomą i ulubioną „czarownicę” na zwiedzenie pewnej wystawy. Wiedząc oczywiście, że to jest jednak ekstremum nie powiedziałem jej, w zasadzie do samego końca,  dokąd idziemy. Wystawa to „Narzędzia tortur z czasów Inkwizycji” Tak, tak to był jakiś rodzaj faux pas.  Zaznaczyłem, że w każdej chwili możemy wyjść. Weszliśmy, pierwsze co zobaczyłem w jej oczach, to ciekawość połączona z przerażeniem. Jednak moja znajoma i  ulubiona „czarownica” należy do osób dzielnych i nad wyraz odważnych, jak przystało na czarownicę, i nie wycofała się.  (Chociaż do tej pory, tak naprawdę nie powiedziała mi co sądzi na temat tego pomysłu. ).

more…

Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce Google m.in. poprzez poniższe frazy kluczowe::

  • narzędzia tortur z czasów inkwizycji
  • narzędzia tortur z czasów inkwizycji warszawa
  • krzesło tortur
CARMEN sztuka na dziesięć telefonów komórkowych – wypad do teatru Capitol

CARMEN sztuka na dziesięć telefonów komórkowych

Bardzo często mam pewne déja vu, szczególnie wsiadając do pociągu, autobusu czy metra. W zasadzie wszyscy pasażerowie albo gadają przez komórki albo w uszach mają słuchawki  i słuchają mp3.  Inna grupa to czytający na czyiś plecach książki. Oczywiście pojawiają się też wszystkie kombinacje, razem z tą ekstremalną. Czytacz książki, wyciąga z ucha jedną słuchawkę, zaczyna rozmawiać przez komórkę i dalej „czyta”. Ci ze słuchawkami,  słuchający i czytający  są raczej nie groźni, chyba, że taki audiofil ma  ustawioną muzykę tak głośno, że nawet ja słyszę, ale to jego uszy. Ciekawsi są ci gadający przez komórki.

Wyobraź sobie warszawską SKM’ę godzina 7:30. Drzwi powinny być domykane już przez specjalnych dopychających, tak jak to jest w japońskim metrze. (Pewnie niedługo się takich doczekamy.) Wszystko na ile pamiętałem – prawdziwe.

Nagle nad moim uchem:
– Pysiu kochanie,  załóż zieloną kurteczkę Adasiowi
– …..
– Nooo zimno dzisiaj już jest.
– ….
– Co? Jak to kurwa, nie możesz znaleźć?
-….
– Ależ pysiu w szafie na korytarzu..
-….
– No chyba cię popierdoliło, pewnie chcesz żebym teraz się jeszcze wróciła do domu?
 

Pamiętaj, jestem w porannym warszawskim pociągu zwanym SKM, nie da się w nim nawet głowy odwrócić.

Teraz drugie ucho:
– Kochanie, spałaś jeszcze i zapomniałem ci powiedzieć, że dzisiaj później wrócę…
-…..
– Przecież w tym tygodniu to pierwszy raz (poniedziałek), wiesz jakiego mam szefa popaprańca.
-….
– No jak możesz w ogóle….? Tak myślisz, że ja cię zdradzam?…

Teraz moje 3 ucho, OK – na szczęście mam tylko dwa 😉

Dla ciekawości dodam, że w takim  Mediolanie jest jeszcze ciekawiej, Włosi wręcz drą się do słuchawek. W autobusie jest tak głośno jakbyś był na przerwie w szkole podstawowej. W Mediolanie było o tyle lepiej, że rozumiałem kawałki ze zdań lub jedynie kontekst.

Mając to wszystko w pamięci wybrałem się do teatru Capitol na CARMEN sztuka na dziesięć telefonów komórkowych. Wiesz już w jaki sposób jest prowadzona sztuka. Wszyscy trajkoczą przez komórkę. W zasadzie są to monologi.  Tematy podobne jak powyżej, miłość, zdrada, jakieś żale, baby o facetach, faceci o babach. Jest to historia kilku osób, które za pomocą telefonów komórkowych załatwiają swoje sprawy, bardzo często prywatne. Jednak te osoby nie potrafią ze sobą porozmawiać w cztery oczy. W dzisiejszej Carmen jest to wszystko bardzo ładnie poukładane. W pociągu nigdy nie poznasz (na marginesie, nie masz chęci ani ochoty poznawać) całej historii. Tutaj z kawałków, często humorystycznych i wartkich rozmów wyłania się cały obraz. Niestety wygląda, że bardzo prawdziwy. Dzisiaj mamy komórki, maile w komórkach, portale społecznościowe, nie mamy za to czasu porozmawiać twarzą w twarz.

Cały czas pędzimy i jak zapytasz gdzie, to każdy odpowie -tak trzeba, przecież to jest normalne, każdy tak ma i musi. Praca, dzieci, zajęcia dodatkowe, zajęcia dodatkowe dzieci, non stop w biegu. Jedynie gdzieś po drodze musi wystarczyć kilka słów przez telefon.   Gdziekolwiek, w autobusie, tramwaju, często bardzo prywatna czy nawet intymna rozmowa  nieważne czy ktoś obcy będzie to słyszał czy nie.  Przecież tutaj nikt nikogo nie zna.

Najsmutniejsze jest to, że niedawno pomagałem, tak naprawdę nieznanej mi osobie, która ma na FB 400 znajomych ,a tak naprawdę nie miała się do kogoś zwrócić o pomoc. Coraz częściej jesteśmy samotni, mimo że otacza nas tłum.

Ludzie pędzą do przyszłości – kariera, pieniądze. Są jeszcze w przeszłości – niepozamykane sprawy, toksyczne związki itd. Każdy wierzy, że szczęście na pewno pojawi się już niedługo, jeszcze tylko parę dni, tygodni może tylko lat.  Nikt nie pamięta, że szczęście to TU i TERAZ. Będąc TU i TERAZ wypada widzieć uśmiech drugiej osoby. Telefon komórkowy jest wspaniałym narzędziem, ale to tylko 3-5% przekazu jaki możemy dać drugiej osobie. I nigdy nie zastąpi nam 95% procent przekazu niewerbalnego.

CARMEN sztuka na dziesięć telefonów komórkowych – widziałem recenzje, że nudna, że rozwlekła. Pewnie dlatego, że dla przeciętnego widza pokazuje coś zupełnie „normalnego” przecież teraz tak jest, więc o co chodzi? Tak przy okazji obok mnie siedziały matka z córką.  Córka, bliżej mnie, bardzo ładna, do tego  okulary od Armaniego, torebka Słoń Torbalski. Wszystko piękne, dopóki nie wyciągnęły paczki chipsów (nie solonych – żeby nie było) i zaczęły, nie mam innego słowa, żeby to określić, wpierdalać. W końcu ktoś z obsługi przyszedł i zwrócił uwagę.  Oczywiście, że to sztuka na temat telefonów komórkowych, widownia też musiała się pochwalić swoimi dzwonkami. W końcu idę do teatru czyż nie?

Mnie się spektakl podobał.  Do tego gra Joanny Trzepiecińskiej czy Krzysztofa Tyńca jest klasą samą w sobie. No i moja Maria Niklińska echh ;). Polecam.

 

Artur Olędzki


Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce Google m.in. poprzez poniższe frazy kluczowe::

  • carmen sztuka na dziesięć telefonów komórkowych opinie
Wystawa, której nie widać.
niewidzialna.pl

niewidzialna.pl

Niektórzy się przebierają za Batmana, za króliczka z Playboya, inni lubią Spidermana. Są faceci, którzy uwielbiają damskie ciuszki. Natomiast ja miałem okazję sprawdzić na własnej skórze jak może czuć się osoba niewidząca. W warszawie w Galerii Handlowej w Millennium Plaza, znajduje się specyficzna wystawa. Nazywa się niewidzialna. Wystawa, której nie widać, za to, którą można wymacać i poczuć lub usłyszeć. Przewodnikiem po tej wystawie jest osoba niewidoma.

Niewidzialna -wystawa

Niewidzialna -wystawa

Jest część, którą można zobaczyć i ta druga znacznie ciekawsza, którą trzeba dotknąć. Cześć pierwsza to kilka informacji na temat alfabetu Braille’a, ale też, w jaki sposób osoba niewidoma nalewa wrzątek do szklanki nie sprawdzając palcem czy już jest pełna. Dowiesz się również,  w jaki sposób nie pomylić kolorów skarpetek .

Druga część jest zdecydowanie ciekawsza. Najpierw zdziwienie. Kazali oddać okulary. Konsternacja – przecież ja bez okularów się nigdzie nie ruszam. Za chwilę – acha przecież tam ma być ciemno i okulary nie będą potrzebne, a może się okazać, że wręcz mogłyby przeszkadzać.

Drzwi, kotara i ….”widzę ciemność” – totalną ciemność. Podobną ciemność widziałem ostatnio na Mazurach, tam jednak jak człowiek podniósł głowę do góry to widział gwiazdy. W tym pomieszczeniu nic, absolutnie nic.

Najpierw dzwonek do drzwi. Wymacany – udało się znaleźć. Wchodzimy do mieszkania. Mieszkanie proste, łazienka kuchnia duży pokój. Jakieś krzesła, stół, nic nadzwyczajnego. Jednak jak się dosłownie lezie, macają każdą ścianę, wkładając ręce do umywalek i innych miejsc, wtedy wszystko to nabiera całkowicie innego wymiaru. Oczywiście może się zdarzyć, że ręce znajdą jakieś inne ciało, fajnie jak to jest koleżanka, gorzej jak plecy jakiegoś osobnika płci męskiej.  Kiedy przewodnik zapytał ile było okien w pomieszczeniu – nikt nie potrafił poprawnie odpowiedzieć?

Następnie miejska dżungla. Wlazłem na malucha (coś, co kiedyś było uważane za samochód), potknąłem się o jakiś rower. Włożyłem rękę w dziwne miękkie jabłka. Wymacałem dziesiątki innych rzeczy, w tym osób razem ze mną zwiedzających. Kolejne pomieszczenia, chatka myśliwska – do wymacania siekiera, grabie itp. Obiecaliśmy przewodnikowi, że nie będziemy za dużo opowiadać innym więc i tak za dużo napisałem.

Jednak muszę opisać jeden eksponat w niewidzialnym muzeum, bo takie też tam się znajduje. Jest tam kilka rzeźb. Odgadłem jak się nazywa pierwsza, druga i z całym zapałem przystąpiłem do macania trzeciej.

Głowa, ramiona, tułów, nagie pośladki, hmm nagle czuje, że dotykam….ok wystarczy:)

Człowiek za pomocą wzroku odbiera około 80% informacji ze świata, jeżeli chcesz wiedzieć, co się dzieje, kiedy masz do dyspozycji tylko dotyk, słuch i węch musisz przyjść na tą wystawę. Gwarantowana cała gama emocji. Z początku strach, naprawdę nic nie widać, następnie ciekawość, zdziwienie, na samym końcu ulga. Kiedy wreszcie pojawi się światło.

Ta ulga jednak daje wiele do myślenia. Dla nas osób widzących to jakaś forma eksperymentu, przygody. Jednak człowiek zdaje sobie sprawę, że są ludzie, którzy żyją w tym stanie od zawsze nie tylko przez godzinę i dają sobie fantastycznie radę. Przewodnik opowiadał klika przygód i sposobów na jazdę autobusem, pociągiem itd. Wiele rzeczy może pójść nie tak, jednak osoby niewidzące dają sobie z tym radę.

Kolejna ‘wystawa’, którą widziałem (pierwsza to wystawa Body Worlds), którą powinny odwiedzać podstawówki i gimnazja – obowiązkowo! Polecam.

Artur (Gapiart) Olędzki


Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce Google m.in. poprzez poniższe frazy kluczowe::

  • niewidzialna wystawa opinie
  • wystawa niewidzialna opinie
  • niewidzialna wystawa warszawa opinie
Kategoria: Łyczek Kultury  Skomentuj
Kulturalne rozpoczęcie urlopu

Urlop czas zacząć. Najchętniej byśmy go spędzili  gdzieś  w Argentynie tańcząc między innymi tango. No dobrze – w moim przypadku (Artur) raczej ucząc się tańczyć tanga albo chociaż pooglądać jak to robią Latynosi.  Jest to zapisane na naszej liście do zrobienia więc myślę, że za jakiś czas zdamy relację jak się tańczy prawdziwe tango na ulicach boskiego Buenos.  Na razie musi nam wystarczyć polskie morze.  Jednak żeby nie było smutno niedawno przeglądając GrupOn’a znaleźliśmy coś w klimacie właśnie Argentyny i tanga.  Okazało się, że za trochę ponad 100 zł mamy i Argentynę,  i tango, i niezłego tancerza , i bardzo seksowną aktorkę, a  to wszystko około 40 minut jazdy od domu.

Matematyka Miłości - Teatr Bajka - GroupOn

Żeby tego doświadczyć wybraliśmy się do teatru  Bajka, co również wiązało się z kulturalnym rozpoczęciem urlopu. Sztuka nosiła nazwę „Matematyka Miłości”.
„Małgorzata Zajączkowska wciela się w postać gwiazdy argentyńskiej, która rozstaje się z teatrem, ponieważ zakończył się, skrywany przez lata związek z mężczyzną jej życia. Aktorka wychodzi na scenę po raz ostatni i wreszcie może być sobą, mówi prawdę o swoim związku i błędach kobiet w postępowaniu z mężczyznami. Daje recepty na zdobycie partnera, podsycanie jego uczuć i namiętności. Dużo prawd o życiu, kobietach i jak bezbronni jesteśmy w obliczu prawdziwej miłości.

 

Utwór słodko-kwaśny z muzyką Astora Piazzolli, w wykonaniu zespołu Machina del Tango. Ważnym elementem spektaklu jest tango w interpretacji Piotra Woźniaka jego mistrzowskie oddanie klimatu tego argentyńskiego tańca. Sztuki Esther Vilar biją rekordy popularności na światowych scenach.
Sekret ich powodzenia kryje się głównie w świetnie skonstruowanych kobiecych postaciach” (http://www.matematykamilosci.pl/).



Logo 120x60

Sztuka ciężka, wymagająca skupienia i zaangażowania większości szarych komórek. Doskonała interpretacja Małgorzaty Zajączkowskiej sprawia, że nie da się być obojętnym wobec tego o czym mówi.
W życiu nie pomyślałbym, że kobieta która ma więcej niż, hmm…. powiedzmy 30 lat tak seksownie może się poruszać po scenie. Była ubrana w czerwoną sukienkę, ale to trzeba zobaczyć jak się poruszała, jak się kładła na scenie i z jakim wdziękiem wstawała z niej, jak w pełni oddawała siebie dla tej roli. Na szczęście chyba Nika nie zauważyła jak się wgapiłem z wytrzeszczonymi oczkami w tą czerwoną sukienkę . Za to ja widziałem jak wyczekiwała na każde wejście pana Piotra, który tańczył tango, a faktycznie było z niego niezłe ‘ciacho’ (- dopisek Artur)

No właśnie – mówi. Kobieta wychodzi na scenę i przez ponad godzinę mówi, wciela się w rożne postacie, od zakochanej słodkiej dziewczynki po spoconego, argentyńskiego muzyka, który kocha się z tym dziewczęciem. Na scenie jest tylko Ona, 4 muzyków i momentami tancerz tanga argentyńskiego.

Sztuka zmusza do refleksji i przewartościowania swoich wyobrażeń o wiecznej miłości. Bezlitośnie obnaża błędy jakie popełniają kobiety chcąc zatrzymać na zawsze tego jedynego.

Doskonały materiał szkoleniowy!

Polecamy.
Nika&Artur