Archiwum dla kategorii »Przemyślenia «

Dlaczego nie jestem romantyczny?

Dlaczego nie jestem romantyczny?

 

Nigdy i przed nikim nie ukrywałem, że jestem i byłem przeciwny celebrowaniu dnia 14 lutego. W trakcie pewnej dyskusji zostałem zapytany jak ja widzę, jako facet ową romantyczność.

Zacznę od dnia zakochanych. Co do samego święta osobiście mam kilka powodów żeby je olewać . Pierwszy i dla mnie najważniejszy to taki, że nazajutrz mam urodziny. Niestety odkąd pamiętam, wszyscy wolą obchodzić święto 14 lutego, a nie 15 lutego. W dodatku  zgodnie z rolami społecznymi wygląda na to że to ja powinienem organizować, planować i pamiętać o tym „bardzo szczególnym” dniu, kiedy jeżeli, to już wolę poświęcić nieco więcej uwagi piętnastemu lutego niż tej czternastce. To był argument najbardziej egoistyczny, teraz kolejny powód. Dlaczego znowu kopiujemy od kogoś zachowania, święta itd, kiedy mamy własne?romantyczność  Czy wiesz, że od kilkunastu wieków na naszych terenach było i jest obchodzone święto o nazwie „Noc Kupały” lub „Noc świętojańska” z 21 na 22 czerwca? Kwiat paproci, puszczanie wianków na wodzie, ognisko, otwarcie sezonu kąpielowego, (Kościelne święto przypadającą na 23-24 czerwca to wigilia św. Jana) czy nie jest to dużo ciekawsze niż czerwone serduszka z dwudziestoma stopniami poniżej zera za oknem? W tą noc panie puszczały wianki, a panowie  je wyławiali  z wody i jak znaleźli właścicielkę to bardzo często wtedy pozbywała się  już właściwego wianka. W końcu było ciepło, las, pięknie świecący księżyc, o ile była pełnia, można było iść na spacer, kwiatów jest pod dostatkiem a potem ….. było również społeczne przyzwolenie na coś więcej.  To jest prawdziwe święto zakochanych. Teraz kilka słów o tej romantyczności czternastego lutego. Pierwsza sprawa, dotyczy panów. Dlaczego prawie wszyscy wpadacie wtedy na dwa genialne pomysły jakim jest pójście do kina czy do restauracji? Byłem w tym roku w Walentynki w knajpce z grupą znajomych, którzy przynajmniej na razie są antywalntynkowi. Widziałem tam pary siedzące naprzeciwko siebie z różą pośrodku. Z niektórych, pięknie udekorowanych i w świecach stolików, było aż czuć, że atmosfera jest sztuczna i nienaturalna, że ci ludzie próbują zrobić coś bardzo romantycznego, ale sami nie wiedzą jak powinno to wyglądać. W końcu są w uroczej knajpce, jest atmosfera, tylko brakuje tego …..czegoś.

Moim zdaniem w tym dniu brakuje emocji,  które składają się właśnie na tą romantyczność, ale takiej prawdziwej-  tej ulotnej chwili, tego TU i TERAZ. Niestety bez wprawy nie da się tego  stworzyć na zawołanie akurat raz w roku. To „coś” trzeba pielęgnować przez cały rok. Osobiście staram się obchodzić walentynki przez cały rok z wyjątkiem właśnie czternastego lutego. Bo co składa standardowo się na ten dzień? Kolor czerwony i serduszka, róże, jakieś jedzenie, serduszkowe czekoladki, czasami jakaś „niespodzianka” przytulanie, seks albo jakoś odwrotnie.  W Walentynki wszystkie te elementy są połączone w sposób komercyjny, ale brakuje tego co najważniejsze czyli emocji. Bo stan zakochania, miłość to nic innego jak emocje. Prawdą jest, że czerwone serduszka czy świece mogą wspomagać emocje, jednak same z siebie tego nie zrobią.

Czy zastanawiałeś się dlaczego akurat czerwony kolor jest kolorem walentynkowym, miłości i pożądania i jak to połączyć z emocjami w ciągu całego roku?  Kolor czerwony ma ogromny wpływ na ludzką psychikę. Kolor ten bardzo pobudza nasze emocje. Według psychologii ewolucyjnej, barwa czerwona wiąże się z rozmnażaniem i seksualnością, gdyż zaczerwienienie skóry samic naczelnych stanowi dla samców wyraźny sygnał owulacji. (Journal of Experimental Social Psychology ) Jednak to chyba jeszcze nie to. Nie przypominam sobie żebym patrzył na kobietę i oglądał zaczerwienie jej skóry. Może gdzieś na plaży, ale to bardziej z politowania niż z seksualnego zainteresowania. Więc dlaczego czerwony? Jest jeszcze jedna teoria. Wschody i zachody słońca. Dopiero stosunkowo niedawno człowiek nauczył się wytwarzać sztuczne oświetlenie. Wyobraź sobie sytuację sprzed 40 tysięcy lat. Jest piękny, czerwony zachód słońca, kobiety skończyły zbierać co miały zebrać i wróciły do szałasów czy chat, czekają na swoich mężczyzn którzy lada moment powinni wrócić z jakimś właśnie upolowanym mięsem. Czekają, tęsknią i się martwią, przecież różnie mogło być na tym polowaniu. Mężczyźni wracają, zaczynają się powitania, przytulanie w dodatku widać, że kolacja też będzie obfita. Słońce jest nisko nad horyzontem, pojawiają się urocze odcienie czerwonego i żółtego. Do tego oko ludzkie zaczyna słabiej i inaczej widzieć podczas zmierzchu, przez co partner wygląda bardziej atrakcyjnie niż w rzeczywistości. Jak się okazuje powiedzenie „miłość jest ślepa” ma bardzo mocne biologiczne podstawy. Mózg zaczyna produkować fenyloetyloaminę (potocznie amfetaminę) plus jeszcze kilka innych narkotyków. Tak, tak bo miłość to ogólnie opiaty –  wszelkiej maści narkotyki wytwarzane naturalnie przez mózg. W momencie zakochania się ilość tego ustrojstwa wzrasta do 14 000 razy i człowiek jest naturalnie „naszprycowany”. (Obejrzyj Czy miłość to tylko (neuro) peptyd?: Janusz L. Wiśniewski)  Zostaje rozpalone ognisko, (znowu kolor czerwony, do tego ciepło bijące od niego plus zapach jedzenia).roza

Rano sytuacja się powtarza znowu czerwień słońca tym razem jednak pojawiają się kortyzol (ten od stresu) i oksytocyna (ten od przywiązania). Faceci rano się zbierają na polowanie, wojnę lub co tam sobie wymyślą,  znowu pożegnanie, niepokój.

W dzisiejszych czasach trzeba pamiętać o tym i potrafić wykorzystywać. Czyli spotkania przy zachodzie i wschodzie słońca. Nie da się zrobić w mieszkaniu ogniska, więc do obiadu czy kolacji można zawsze zapalić świeczki, nie tylko od święta. Co jakiś czas wspólna kąpiel również ze świecami w łazience. Warto zainwestować w dobre oświetlenie i to nie tylko w sypialni, w tej chwili są żarówki LED które potrafią wyświetlać i 16 kolorów. Polecam fioletowy, nie tylko czerwony.



Booking.com

Do atrybutów romantyczności należą też kwiaty. Kobiety podobno uwielbiają kwiaty. Ileż to razy widziałem scenę w filmie kiedy facet zamawiał dla swojej wybranki setkę czerwonych róż.  Jakież to romantyczne, a jakie głupie!   Bo czym się różni danie jednej róży od setki róż dla kobiety? Jestem w stanie się założyć że w zasadzie niczym. Z setką róż ciężko się poruszać. Najgorzej jest z desperatami, którzy zasypują na dzień dobry kwiatami. Z tych znowu najciekawsi są ci którzy kupują te róże i nie mają się odwagi pod tym podpisać.

ogniskoW swoim czasie miałem piękną sunię bokserkę. Żeby cokolwiek ją nauczyć wystarczyło się posługiwać jej przysmakami. Jednak czy, jeżeli przed wykonaniem przez nią polecenia dałbym jej przysmak (w przypadku kobiety różę) dałoby to coś? Przysmak (róża) zostałaby po prostu skonsumowany, po czym nastąpiłaby chwila oczekiwania na następny. Lepszą już metodą jest dawanie przysmaku (róży) po wykonaniu polecenia. Ale moja LoLa szybko wybrnęła z tej sytuacji, kiedy zobaczyła przysmak (różę) robiła wszystkie sztuczki z automatu, nawet bez polecenia. Ludzie też tak mają, że zaczynają uważać że im się po prostu należy bo zawsze tak było. Więc musiałem coś zmienić.  Zacząłem dawać przysmak co jakiś czas. Bardzo nieregularnie. Wiedziała, że po wykonaniu polecenia może, ale nie musi być przysmak. Może to być również jedno ciasteczko ale to może być też cała garść ciasteczek. Więc kiedy taka kobieta otrzymuje podarki, kwiaty, stawiam jej kolacje, podwożę do pracy, codziennie robię jej obiad czy śniadanie- to tak jakby otrzymywała mnie samego na talerzu. A co się dzieje, kiedy dostajemy wszystko na tacy? Nie ma to dla nas specjalnej wartości. Taka nasza kapryśna ludzka natura. Przykładowe kwiaty,  za szybko i za łatwo zdobyte nie cieszą.  Za często dawane nudzą się.  Jednak nie można też popaść w drugą skrajność – za dobre sprawowanie ciasteczko co jakiś czas się należy i tyle. Inaczej ….ktoś inny się znajdzie kto będzie rozpieszczał naszego partnera ciasteczkami. Więc kwiaty tak  jak najbardziej, ale bez szczególnych okazji, nieregularnie i zawsze za dobre sprawowanie. Już widzę skwaszone miny za powyższe porównanie. Pewnie będziesz mieć rację z punku widzenia etycznego, ale wiem też, że ludzie w swoich zachowanych nieszczególnie różnią się od ssaków. (patrz Psychologia ewolucyjna – David M. Buss,  -tutaj naukowo ale też Seks się liczy – Osho  – a tutaj bardziej filozoficznie na ten temat)

Uważam że kobiety lubią romantyczność, jednak niekoniecznie romantycznych facetów. Dawanie prezentów, kwiatów, prawienie komplementów, wyznanie uczuć niektóre nawet uważają za coś miłego i fajnego. Tyle tylko, że to nie działa na dłuższą metę. Niedawno dowiedziałem się, że kobiecie można powiedzieć „kocham cię” tylko kilka razy w życiu. Pierwszy raz przy zaręczynach, drugi przy ślubie, a kolejny po urodzeniu dziecka. Może jest to trochę przerysowane, ale od słodkiego też się robi niedobrze. Nikt nie lubi nadgorliwości. Dlatego też nie jestem i nie będę romantyczny.

 

Artur Olędzki


b.CW51_WinterPromo _750 x 200_female



Nie masz czasu iść na zakupy? Ubierz swoje dziecko na ZALANDO.PL! Zawsze szybka, bezproblemowa i DARMOWA dostawa, ogromny wybór i DARMOWY zwrot!

Zmiany

Zmiany przychodzą jak lek­ki wiatr, który po­rusza zasłony o po­ran­ku i jak de­likat­ne per­fu­my pachnące dzi­kimi kwiata­mi, uk­ry­tymi w trawie. 

John Steinbeck

 

Co jakieś dwa, trzy lata staję na skrzyżowaniu i zastanawiam się co dalej? Czuję, że właśnie doszedłem do kolejnego takiego drogowskazu. Niektóre projekty się kończą, inne, nowe już siedzą jeszcze w głowie. Czas pokończyć i uporządkować stare rozdziały i pięknie wymalować nowy inicjał dla nowego etapu. Czuję, że strefa komfortu stała się na tyle duża, że aż niebezpieczna. Słyszę, że moja podświadomość od jakiegoś czasu krzyczy: – czas na zmiany, czas na zmiany!  Ostatnio zdałem sobie sprawę że wszystko jest już w toku. To się nie dzieje z dnia na dzień, raczej z tygodnia na tydzień, dość powoli,  ale pierwsze oznaki już się pokazały.  Pierwszy raz kiedy coś takiego poczułem, wyskrobałem co poniżej:

 

ZMIANY
gdzieś w powietrzu
Photo by John Johnson

Photo by John Johnson

 czają się zmiany
 takie poważne
 nieuniknione
 czuję je 
 są blisko
 nadchodzą
 powoli
 niebłagalnie
 trochę się ich boje
 jednak czekam niecierpliwie
 wiem, że się pojawią 
 już za chwilę
 niedługo
 może
 już są 
 mimo
 że
 jeszcze
 ich
 nie
 widzę

 

AO 27.09.2007



Kategoria: Przemyślenia  Skomentuj
Szczęśliwi czasu nie liczą?

Szczęśliwi czasu nie liczą?

"Tykanie zegara wypełnia chwile szarego dnia Marnujesz i trwonisz godziny, które otrzymałeś"  Foto  ©  Czarek Jakubik - dzięki

„Tykanie zegara wypełnia chwile szarego dnia
Marnujesz i trwonisz godziny, które otrzymałeś”
Foto © Czarek Jakubik – dzięki


Czas nie jest wyrobem spożywczym,
który niczym tort podajemy sobie
nawzajem wokół stołu.
Czas jest istotą życia.
Kiedy ktoś prosi Cię o Twój czas, tak
naprawdę prosi o kawałek Twojego życia.

Antoinette Bosco

 

Szczęśliwi czasu nie liczą, ciekawe kto i po co wymyślił to przysłowie? Obserwując znajomych,ale i również osoby spotkane na co dzień na ulicy, w autobusach czy w pracy zgodnie z tym przysłowiem każdy z nich powinien być bardzo szczęśliwy. Przecież oni wyglądają na takich co w ogóle czasu nie liczą. Wiele osób jeżdżąc  komunikacją miejską po prostu gapi się w okno, wiele gra w tetrisa, na swoich na smartfonach, duży procent słucha muzyki, tylko kilka procent czyta lub uczy się. Każdy przecież jedzie do pracy, rano jest niewyspany, a po pracy jest bardzo  zmęczony, więc nie ma siły jeszcze robić przez te godziny jazdy tygodniowo. I tak, i tak jakoś ten czas przecież musi zlecieć przecież do pracy trzeba dojechać. Nikt tego nie będzie przecież liczyć, jednak jakoś ci ludzie w autobusach nie wyglądają mi na szczęśliwych. Może poszukajmy gdzie indziej.

Jakiś miesiąc temu ze znajomą byliśmy na zakupach. Akurat tak się złożyło, że trafiliśmy na wyprzedaże. Przed jednym ze sklepów z markowym obuwiem ustawiła się kolejka żeby tylko wejść do tego sklepu, moim zdaniem przynajmniej na trzy godzinne stanie. Ci szczęśliwi ludzie chcąc zaoszczędzić pieniądze stali i czekali. Oddali swój kawałek, życia aby zakupić (o ile się uda) buty z odpowiednią etykietką. Oczywiście, będą się mogli pochwalić znajomym wspaniałym obuwiem jak i będą przeświadczeni że zrobili naprawdę dobry interes. W końcu to „tylko” 2-3 godziny stania w kolejce, jakaś godzina na dojazd, 30 minut na znalezienie miejsca do parkowania, kto by to liczył.

Inny przykład. Niedawno przeczytałem:  „W Polsce czas spędzany przed telewizorem wydłużył się w porównaniu z 2011 r. o jedną minutę. Przeciętnie przed telewizorem spędzamy 4 godz. i 3 minuty.” Codziennie! A przecież jest jeszcze Facebook, Internet, gry komputerowe. Dla osoby, która przeżyje 65 lat, te cztery godziny dziennie  daje DZIESIĘĆ lat spędzonych przed telewizorem lub komputerem. Czy kiedykolwiek się nad tym zastanowiłeś, bawiąc się skacząc z kanału na kanał lub bezmyślnie oglądając co wirtualni znajomi zamieścili na swojej „ścianie”?

Podczas rekrutacji pracowników zadawane jest bardzo standardowe pytanie, które uwielbiam zadawać nawet  znajomym. Pytanie brzmi:  Jak wyobrażasz sobie swoje życie za pięć lat. Wydawało mi się, że idąc na rozmowę rekrutacyjną każdy wie o tym pytaniu. Jednak wiele osób jest zaskoczona wręcz skonsternowana. Cóż za dziwne pytanie, a skąd można wiedzieć co będzie za pięć lat. Jednak ostatnio oglądając kolejkę przed sklepem obuwniczym miałem ochotę zadać tym ludziom inne pytanie. Co byś, teraz, w tej chwili, robił, gdybyś wiedział, że zostało ci tydzień życia? Miesiąc życia, rok życia, pięć lat życia?

Jak byś się zachowywał gdybym ci  nastawił przy łóżku stoper odliczający wstecz te 1825 dni. Jak byś się zachowywał gdybyś codziennie rano widział jak upływa dzień po dniu. Czy zgodzisz się ze mną, że wtedy nie patrzyłbyś się bezmyślnie w okno jadąc autobusem, że nie stałbyś w korku godzinę, jeżeli wiedziałbyś, że na piechotę dojdziesz tam w 30 minut? Czy oglądałbyś cztery godziny dziennie telewizję? Kiedy wiesz, że rano się obudzisz a tam, pyk i zostało tylko (albo aż) 824 dni . Czy stałbyś trzy godziny w kolejce po najbardziej markowe buty na świecie tylko dlatego, że są nawet po 10 zł,  kiedy rano przy łóżku byś miał już 99 dni życia? Niedawno oglądałem film, może nie najwyższych lotów, ale film który mną wstrząsnął. Angielski tytuł to „In time”, polski „Wyścig z czasem” naprawdę polecam. Jest w nim kilka scen, które pozwolą zrozumieć jak teraz marnujemy to co jest najcenniejsze.

Ben Wisely "Złodzieje czasu"

Ben Wisely „Złodzieje czasu”

Niestety wszystkim nam coś się w pokręciło. Uważamy, że czasu mamy nieskończenie dużo, za to zawsze do szczęścia brakuje nam tylko pieniędzy. A przecież kiedy się rodzimy, nasz bak czasu jest zatankowany do pełna. Najgorsze jest to, że nie wiemy jak duży jest ten bak. Jedyne co wiemy, to to że nigdzie, ale to nigdzie nie znajdziemy żadnej stacji benzynowej podczas całego naszego życia. Pierwszy oddech tankuje bak czasu do pełna i od tego już momentu zegar zaczyna odliczać wstecz.

Proponuję statystycznie założyć, że w Polsce mężczyźni mają średnio zatankowany bak na 76 lat życia, zaś kobiety 80. Co daje odpowiednio 27 740 dni życia dla facetów,  dla kobiet 29 200 dni. Dużo? Oj nie do końca. To jest bardzo optymistyczne założenie, że bak jest standardowy i nic się wcześniej się z nim nie stanie. W dodatku z tymi ostatnimi kilometrami przecież różnie bywa. W moim przypadku wykorzystałem już 13 297 dni czyli wskazówka paliwomierza jest blisko połowy, o ile nic nieoczekiwanego się nie zdarzy zostało mi 14 443 dni,  czyli 52,07% czasu życia.( Agatko jeśli to czytasz to wiesz już ile mam lat ;P ) Brrr – straszne są te wyliczenia, niestety bardzo prawdziwe, kiedyś widziałem program agenta, który sprzedawał ubezpieczenia na życie. Ten by nawet tyle na mnie nie postawił. Znalazł by  co prawda sporadyczny, ale jednak alkohol, jakieś możliwe dziedziczne choroby, za dużo soli w diecie, jakiś stres, brak stabilizacji  itd. Choćby dlatego od ponad roku nie oglądam telewizji. Maksymalnie staram się wykorzystać każdą chwilę, kiedy nie sprzedaję (się!) swojego czasu pracodawcy. Dzień po dniu zegar tyka i tyka.

Ciekawe, że większość ludzi nie interesuję się jak zaoszczędzić to czasowe paliwo, a szukają sposobów jak zaoszczędzić pieniądze. Mam wielu znajomych, którzy dla pieniędzy, domu, samochodu, oddają nawet 14 godzin dziennie swojego życia. Mają dom, w którym tak naprawdę nie mieszkają, mają piękną żonę, z którą sypia hydraulik, bo po tych 14 godzinach to najchętniej co by zrobili to iść do łóżka, ale spać. Mają dzieci, które zastanawiają się kim ten pan jest i czego tak naprawdę chce.

 

Nie wiem czy zauważyłeś, że świat jest teraz tak urządzony,  że za pięć dni Twojej pracy dostajesz dwa dni wolnego. To tak jakbyś zainwestował na giełdzie 10 000 zł,  po pięciu dniach dostałbyś  4 000 zł. Zwrot z inwestycji -60%, gdzie tutaj jakakolwiek opłacalność? Czy wiesz, że pracując osiem godzin dziennie pracujesz przez 225 dni w roku, a tylko 140 dni (razem z urlopem) masz teoretycznie wolne. Teoretycznie, ponieważ jeżeli jesteś tak wykończony pracą przez te pięć dni w tygodniu, a podczas weekendu pragniesz jedynie odpocząć od pracy to ten czas też by należałoby doliczyć do czasu, który poświęcasz pracy. Żeby w następnym tygodniu pracować musisz jakoś odpocząć. A przecież pieniędzy, odwrotnie niż czasu nigdy nie zabraknie. Nie ma takiej szansy, codziennie są dodrukowywane miliony dolarów. Amerykański FED już o to zadba żeby nigdy nie zabrakło tego co nazywamy pieniędzmi. Banki dając kredyt tworzą nowy pieniądz oparty na długu. Kiedy pieniędzy jest coraz więcej i więcej, Twojego czasu z każdą sekundą jest mniej i mniej.

Proponuję trochę zmodyfikować tytułowe przysłowie na „szczęśliwi czasu nie marnują„. Zastanów się dobrze czy opłaca Ci się jechać na drugi koniec miasta przez dwie godziny, żeby kupić coś o 30 zł taniej. Czy jeżeli już podróżujesz do pracy, to  nie opłaca się w tym czasie przeczytać książkę, poradnik, wysłuchać audiobooka, czy czegoś się nauczyć? Czy stać Cię na bezmyślne oglądanie telewizji? Może zamiast poszukiwać drugiego etatu dla zwiększenia ilości pieniędzy, czas  zmienić nastawienie i zacząć myśleć: „co mogę zrobić żeby zaoszczędzić mój bezcenny czas”

Super by było żebyś wiedział jak zaoszczędzić czas innych, chociaż i tak prawdopodobnie mało kto z tego by skorzystał, nie wszystkich można wyciągnąć z Matrixa, więc można zrobić coś odwrotnego. Znaleźć sposób jak ludziom w żyjącym w Matrixie właśnie zająć czas. Dać im rozrywkę. Zobacz co z nami robią takie firmy jak

Apple czy Facebook. Czy one coś wnoszą do rozwoju świata? Jedynie co robią to dostarczają nam rozrywki, kradnąc nam nasz czas. Może zamiast oglądać telewizję zacznij pisać książkę, albo sprawdź czy jest coś co można na tyle zmodyfikować co zmieni życie innych. Paradoksem jest to, że jeżeli znajdziesz coś takiego, to nie dość, że ludzie zaczną Ci oddawać swój czas, to jeszcze chętnie za to zapłacą. Nie szukaj żadnego sekretu, poszukaj czego innym brakuje i daj im to. Pieniądze czasu Ci nie kupią, ale jak je mądrze zaczniesz wykorzystywać,  na pewno wiele zaoszczędzą z Twojego życia.

Napisanie tego artykułu zajęło mi około dwóch godzin. To trochę dłużej niż czas trwania jednego z popularnych seriali w telewizji razem z reklamami. Dziękując Ci za te 10-15 minut Twojego życia, które poświęciłeś na przeczytanie, mam nadzieję, że to będzie dla Ciebie korzystana wymiana. Masz kilka rzeczy do przemyślenia.

MJ DEMARCO Fastlane Milionera

MJ DEMARCO Fastlane Milionera, pochłonięta w 7 godzin 🙂

Myślę, że będziesz o tym pamiętał kiedy stwierdzisz, że Ci się nudzi i zaczniesz szukać czegoś do obejrzenia w telewizji lub złapiesz siebie podglądaniu znajomych na FB.

PS.

Część artykułu powstała po przeczytaniu książki MJ DEMARCO Fastlane Milionera Książkę dosłownie wchłonąłem w jeden dzień. Zainteresowałem się nią ponieważ w przeczytanej recenzji, autor tejże narzekał, że MJ DEMARCO za bardzo krytykuje  niejakiego Roberta Kiyosakie’go, który jak do tej pory był jednym z moich guru od spraw finansowych. Mimo, że wybieram się na Międzynarodowy Kongres Kiyosaki’ego w październiku, to przestał już być tym guru. Książka MJ DEMARCO miażdży wszystko co do tej pory wiedziałem.

 

Artur Olędzki


Pięć praw każdego Szczęściarza

Pięć praw każdego Szczęściarza

Wielu wybitnych naukowców, ale też zwykłych ludzi,  na przestrzeni wieków zastanawiało jak to jest, że są ludzie którzy, za cokolwiek się wezmą to wszystko im wychodzi. Z boku to wygląda jakby nawet nie przykładali szczególnej wagi do tego. Ot tak po prostu. Większość Szczęściarzy również nie ma pojęcia dlaczego tak się dzieje, gdyby ich zapytać powiedzą, że mają po prostu „szczęście”. Natomiast każdą porażkę traktują jako wypadek przy pracy, o której należy jedynie pamiętać na tyle na ile przyda się przy kolejnej próbie. Pechowcy oczywiście zawsze wszystko zwalą na zwyczajowego pecha, a jeżeli już się ma tego pecha to po co cokolwiek zaczynać, kiedy na pewno się nie uda.

 

Co jakiś czas wychwytuję rzeczy, które wiążą się w jakiś sposób z szeroko rozumianym szczęściem. Co jakiś czas los/prawo przyciągania/przeznaczenie/przypadek – (zaznacz odpowiednie dla siebie) sprawia, że szukając zupełnie czegoś innego trafiam na takie coś jak pięć praw Szczęściarza.

5 praw Szczęściarza jest cyklem wykładów prowadzonych przez pana Piotra Łabuza na stronie www.akademiala.pl. Pan Piotr sformułował 5 podstawowych praw Szczęściarza, które tutaj pozwolę sobie  streścić i wielkim skrócie opisać. Prawdopodobnie dwa dalsze niedługo również pojawią się na stronie.pszczoła

Pierwsze prawo Szczęściarza

„Bądź otwarty na nowe doświadczenia, nie bój się zmian.”

Samemu twórz zmianę i nie bój się jej. Szukaj sytuacji i okoliczności, które pozwolą Ci coś lub kogoś nowego poznać. Nie omijaj żadnej szansy na poznawanie kogoś nowego, ale też utrzymuj kontakty  z jak największą ilością osób. Wykorzystuj takie okazje maksymalnie jak się da.
Bądź na luzie nie spinaj się, take it easy. Idź przez życie bawiąc się nim.

Drugie prawo Szczęściarza

„Zawsze słuchaj swojej intuicji”

Poznaj naturę swojej podświadomości. Szczególnie przy podejmowaniu decyzji bierz pod uwagę co Ci podpowiada intuicja i słuchaj się jej. Ze swojej strony wiem, że kobiety mają dużo prościej, bo one z reguły słuchają się intuicji, nawet nie wiedząc że to robią. Jednak  również z własnego doświadczenia wiem, że mężczyźni mogą się tego nauczyć. Ucz się jej i rozwijaj ją bo jest jednym z naprawdę potężnych narzędzi pomagających Szczęściarzowi.

Trzecie prawo Szczęściarza

„Zawsze i w każdych warunkach spodziewaj się że wszystko pójdzie dobrze, a nawet lepiej niż się spodziewasz.”

Weź wyzwanie na klatę, nawet jeżeli wydaje Ci się, że nie masz żadnych szans na sukces. Musisz wierzyć, że Porażka jest wpisana w każdy sukces. Wręcz czym więcej trudności tym sukces lepiej smakuje. Przecież każdy z nas zanim zaczął biegać musiał nauczyć się chodzić, a to nie stało się z dnia na dzień, bez płaczu i to tak sobie. Wtedy jednak byliśmy „twardzi” i byle upadek nas nie zniechęcał.

Czwarte prawo Szczęściarza

„Staraj się zamieniać niepowodzenia na sukcesy i pecha na Szczęście.”

W tym punkcie Szczęściarz jeżeli się porównuje do kogoś to zawsze powie, „ja to mam szczęście, są tacy którzy mają jeszcze gorzej” albo „ja to mam szczęście, że stało się tylko to, a mogło mi się przytrafić jeszcze to i to…”

Tak samo jeżeli gdzieś zdarzy się Szczęściarzowi, porażka to zawsze wyszuka z niej czegoś takiego co mu się przyda na przyszłość. Albo wręcz uzna ją za pozytyw, ponieważ teraz już wie, że w ten sposób  nie osiągnie zamierzonego rezultatu, więc go wykreśla z listy i przystępuje do kolejnej próby,  oczywiście odpowiednio ją modyfikując.

Piąte prawo Szczęściarza

„Nigdy, nigdy, nigdy, nigdy się nie poddawaj.”

„Never, never, never give up” – Winston Churchill
Również „Wielu ludzi, którym nie udało się w życiu nie zdaje sobie sprawy z tego, jak blisko sukcesu byli, kiedy się poddali.” – Thomas Edison

kwiatek

Jednym z większych problemów pechowców jest brak wytrwałości. Dopóki jest jakakolwiek szansa, Szczęściarz się nie podda. Ważne jest jednak żeby nie działać w rutynowy, jednostajny sposób. Żeby z tej wytrwałości nie wyszła głupota muchy. Często jest tak, że zachowujemy się jak mucha, która uparła się żeby akurat wylecieć z mieszkania oknem, które jest zamknięte, mimo, że obok ma otwarte.
Szczęściarz wie, że największe sukcesy najczęściej są poprzedzone wręcz spektakularnymi porażkami i katastrofami.  To właśnie wtedy  Szczęściarz, kiedy wszyscy dookoła podpowiadają,  żeby sobie już odpuścił, on próbuje JESZCZE ten JEDEN raz i…..wygrywa.

Gdyby ktoś z Was twierdził, że jest wybitnym pechowcem, ale i również Szczęściarzom naprawdę polecam obejrzenie pełnych wykładów ze strony http://www.akademiala.pl .

Na koniec krótki filmik, który zawsze sobie przypominam jeżeli wydaje mi się, że czegoś się nie da, albo nie potrafię.

Nick Vujicic – Niezwykły

Artur Olędzki


Moja osobista rozprawa z Sekretem i „prawem przyciągania”

Moja osobista rozprawa z Sekretem i „prawem przyciągania”

 

Ostatnimi czasy zaczynam przyciągać coraz więcej reklam i propozycji szkoleń z Sekretu i prawa przyciągania. Dlatego też żeby mnie to więcej nie nachodziło spróbuję wykazać, że to nie „prawo przyciągania” i Sekret za tym stoją. Tylko i wyłącznie najprostsza statystyka i ciężka praca.

Oczywiście, że przeczytałem i obejrzałem Sekret  oraz  nową książkę Sekret. Siła – Rhondy Byrne, kilka razy przeczytałem Potęgę podświadomości Joseph’a Murphy. Znam książkę  Prawo przyciągania , dr Joe Vitale, a na półce stoi Moc pozytywnego myślenia Normana V.Peale  oraz kilka innych. Dzięki OSHO wiem, co nie co, o podświadomości i nad-świadomości itp. Po pięciu latach studiowania i praktykowania tego wszystkiego, doszedłem do wniosku, że jest to o kant… !!!

W mojej opinii, to żadne „prawa przyciągania”, żadne sekrety, a tylko i wyłącznie:  planowanie, ciężka praca oraz zwykła statystyka pomogą odnieść jakikolwiek sukces. Nic więcej i aż tyle.

Tromsø – NordlysFOTO  © Mateusz Kozyra

Tromsø – Nordlys
FOTO © Mateusz Kozyra

No dobrze, przydałoby się kilka argumentów. W filmie Sekret jest założenie:  stajesz się tym, o czym najczęściej myślisz oraz myśli stają się rzeczami. Znając to założenia wystarczy sobie wyobrazić najnowsze BMW. Potem moment, kiedy nim wyjeżdżasz z własnego garażu, a na podjeździe już czeka na Ciebie piękna, długonoga blondynka. Lub odwrotnie, to Ty jesteś tą blondynką i czekasz na swojego pięknego, wysokiego, właśnie wyjeżdżającego najnowszym BMW faceta, znanego autora bestsellerów. Co komu pasuje.  Do tego należy dołożyć wiele optymistycznego nastawienia, pozbyć się negatywnych myśli i…podobno działa!  Ponieważ każda myśl jest energią, która ma jakąś częstotliwość  itd.

Sam Albert Einstein miał używać  prawa przyciągania i niby napisał: „Wszystko jest energią. Wszystko. Dostrój się do częstotliwości tego, czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to Twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka”  Od razu błąd!  Cytat jest fajny, bardzo mi się podoba. Jednak czy ktoś zadał sobie kiedyś trochę trudu i sprawdził czy faktycznie jest to cytat pana Einstein’a? No włacha!!! (mój blog – wolno mi 🙂 )  Prawdziwy autor to niejaki Darryl Anka. Szkoda, że autorzy Sekretu tego nie sprawdzili, chociaż to oczywiście jeszcze nie podważa niczego.

Przestań odwlekać i zacznij działać! Bartłomiej Popiel

Przestań odwlekać i zacznij działać! Bartłomiej Popiel

Więc. Siedzę i myślę, wizualizuję już drugi tydzień, miesiąc, rok, mam bardzo pozytywne myśli, tyle tylko że…na kanapie. Ktoś mi podpowiedział, że jednak wypadałoby coś zrobić i wyjść do ludzi. Wyszedłem do ludzi,  oczywiście cały czas „przyciągając” i wizualizując.

Zaczniemy od tego BMW i domu. Robię wizualizację i widzę znajomych. Kiedy wszyscy pracują na etatach w ciepłych państwowych firmach, marudząc, że im ledwo starcza do ostatniego, moi znajomi w zimę, przy -15 stopniach wstają o 3 nad ranem i zasuwają z torbami po kolejną partię towaru w drugi koniec Polski.  W tym samym dniu potrafią to sprzedać  w innym miejscu.  Nie ważne czy to jest sobota czy niedziela, tak przez kilka lat. Faktycznie, teraz „przyciągnęli” 2 najnowsze modele BMW, prawie 200 metrowy dom i klika hurtowni. Jeżdżą na Karaiby i na narty do Włoch. Ciekawe czy zamieniłbyś się? Kilka lat braku pewności, bezpieczeństwa i ciężkiej codziennej harówki, kiedy inni siedzą w knajpach i klubach żłopiąc piwo, śmiejąc się z handlarzy.

Teraz z drugiej strony. Znasz na pewno ludzi, którzy mają dom, samochód, firmę w wieku dwudziestu kilku lat? O tak, tutaj na pewno zadziałało „prawo przyciągania”. Szkoda, tylko że całe to ich „przyciąganie”  to wynik pracy  (nie ważne czy uczciwej czy nie) ich rodziców.  Czy to już Sekret, czy  tylko w odpowiednim miejscu i czasie się urodzili.



Kolejna sprawa – choroby. Jeżeli będziesz myślał o chorobie, to na pewno Ciebie dosięgnie. Jeżeli będziesz negatywnie nastawiony do świata to jasna sprawa, coś „przyciągniesz”. Ok zgoda. Faktycznie dorosły człowiek, w depresji, jest sobie wszystko wmówić. Co jednak można powiedzieć  o kilkuletnich dzieciach, które chorują na raka? Same sobie to „przyciągnęły”? O noworodkach? Chyba, że to matka własnego dziecka codziennie sobie coś takiego wizualizuje, trochę ciężko  w to uwierzyć! No i czy to „prawo” potrafi również działać na inne osoby. Oj politycy mieliby używanie gdyby tak mogli sobie „wizualizować” wyniki wyborów. Co mają powiedzieć osoby, które mają schorowanych rodziców, niepełnosprawne rodzeństwo. Nikt ich nie pytał o „przyciąganie” po prostu się opiekują takimi osobami i tyle i mimo, że od losu dostały, to co dostały, nie szukają „prawa przyciągania” tylko wierzą w siebie, we własne ręce, głowę i zaradność. Często sobie dają radę lepiej niż inni ludzie.

Czy jeżeli ktoś wymarzy, wizualizuje sobie, że jest autorem bestsellera, a nie napisze nawet kawałka tekstu, zostanie nim?  Stephen King – pisarz.  Jego książki rozeszły się w nakładzie przekraczającym 350 milionów egzemplarzy, co czyni go jednym z najbardziej poczytnych pisarzy na świecie, dzień w dzień pisze tekst składający się przynajmniej z 2000 słów. Zaczął pisać już jako dziecko. W wieku 13 lat wysłał pierwsze opowiadanie do wydawcy, oczywiście został totalnie olany. Jednak pisał  dalej. Nie „przyciągał” i wizualizował, tylko siadał do maszyny i pisał. Czy ktoś oglądający film Sekret ma szansę na taki sukces? Pewnie że ma, o ile usiądzie i zacznie pisać, czy cokolwiek  innego robić.  Potrzeba około 10 000 godzin ciężkiej pracy żeby, w jakiejś dziedzinie, stać się mistrzem. Codzienny ośmiogodzinny trening!!! Co daje  1250 dni. I tak przez 3,5 roku dzień w dzień, wszystkie święta i niedziele. Wtedy faktycznie, o ile jeszcze ma do tego predyspozycje, ma szansę coś „przyciągnąć”. Chociaż nawet wtedy nie ma gwarancji bo jeżeli będzie to robił bez przekonania, bez pasji i planu zostanie zwykłym rzemieślnikiem czyli jak około 98% społeczeństwa.



Ten artykuł na około 1650 wyrazów, piszę go już około pięciu godzin, a jeszcze jakaś korekta, jeszcze obróbka. Może w ogóle go nie pisać? Po co się męczyć?  Przecież każdy może skrytykować i przejechać się po mnie jak po łysej kobyle, a to za styl, za gramatykę za błędy, za braki merytoryczne, albo tak dla zasady. Może lepiej byłoby sobie zrobić wizualizacje jak sam się wkleja na szczęśliwy.pl?

Teraz ta wymarzona, długonoga, blond włosa partnerka. Robię wizualizację – przyciągam. Na pewno pojawi się w moim życiu i będzie boska. Idę do pracy, tam mam kilka koleżanek, jedna blondynka się do mnie uśmiecha, więc jest! Przyciągnięta?  Nie, ponieważ ta blondynka jest bardzo podobna do poprzedniej, z którą ostatnio próbowałem i nic nie wyszło.  Więc teraz  powiesz, że akurat to jest dowód na „prawo przyciągania” takich samych kobiet, jakie sobie wyobraziłem!

Architekt przyszłości Jacek Siewierski

Architekt przyszłości Jacek Siewierski

Jeszcze raz.  Nie – to nie jest „prawo przyciągania” To jest bardzo prosta statystyka. Na świecie jest prawie 3 miliardy kobiet, a Ty zawsze „przyciągasz” podobne. Więc dlaczego tak się dzieje? Policzmy. W Polsce będziemy mieli już tylko 20 milionów kobiet, odrzucę dzieci i staruszki, za to dorzucę kolejne kryteria, wzrost, wykształcenie, zawód, wagę, kolor włosów, do tego miejsca w których przebywam, znajomych, to okaże się, że  do „przyciągnięcia” jest raptem 20-30 kobiet. W dodatku każda, albo pracuje ze mną albo mamy wspólnych znajomych, tym samym się interesujemy. Więc wszystkie są podobne z charakteru, usposobieniu itd.  Kiedy popytasz gdzie ludzie poznają się najczęściej, wszystkie odpowiedzi będą podobne. Będzie to albo uczelnia, praca, albo impreza u znajomych i tak w kółko. Ten sam typ ludzi, to samo towarzystwo.  Żeby poznać zupełnie kogoś innego trzeba wyjść na miasto czy do galerii handlowej, zapisać się na jakiś kurs, szkolenie, iść na

siłownię, basen. Wręcz zacząć podróżować, wszyscy lubimy ludzi których pasją jest podróżowanie, po prostu wnoszą do naszego życia odmienność.  Jednak to wszystko ma mało wspólnego z przyciąganiem, a bardziej z chęciami (również jakimś planem) i rutynowymi czynnościami czyli zwykłą pracą.  Jeżeli jesteś facetem i faktycznie podejdziesz do 10 kobiet, które Ci się podobają, statystycznie od 8 dostaniesz zwykła zlewkę. Więc zamiast „prawa przyciągania” jest prawo determinacji i nie zważanie na porażki.  Jeżeli siedzisz na FB „przyciągniesz” takich samych ludzi jak Ty siedzących na FB. Jeżeli lubisz i chodzisz do klubów, „przyciągniesz” partnerów imprezowych, z bardzo luźnymi wartościami dotyczącymi wierności i stałości. Więc po co się pytasz, dlaczego cały czas są wszyscy tacy sami?

Ciężko praca i statystyka. Czy możemy sobie jakość sprawę uprościć? Tak jeżeli tylko zdamy sobie sprawę,  o tych dwóch rzeczach. Pracować też trzeba umieć,  umieć odróżnić rzeczy ważne, które decydują o 80% sukcesów od siedzenia na FB. Skupić się na tym co chcemy osiągnąć.  Podzielić na kawałki. Rozplanować, wyznaczyć daty zakończenia, zdobyć odpowiednie zasoby i zacząć to robić. Jeżeli się nie uda, skorygować, poprawić i jeszcze raz, aż do skutku. Nie szukaj i nie mów, że nie masz motywacji. Jeżeli już zaczniesz i z listy zadań zniknie jakieś zadanie, motywacja się sama pojawia. Jeżeli odniesiesz pierwszy sukces motywacja się zwielokrotnia. Potem wiesz, że jeżeli jedno się udało uda się i następne. Tutaj nie ma żadnej magii, żadnego „prawa przyciągania” albo to zrobisz/wymyślisz/zarządzisz albo nie. Jeżeli będziesz, po każdej porażce coś zmieniał, coś poprawiał statystyka Ci pomoże.

Więc nie daj się nabierać na szkolenia z „praw przyciągania” itp.  Szkoda kasy. Lepiej kupić kurs o planowaniu, o zarządzaniu czasem, o zarządzaniu zasobami i iść na niego z przekonaniem, że to jest tylko narzędzie, które ma mi ułatwić ciężką pracę, którą i tak trzeba wykonać. Widziałeś filmy  Plan doskonały  lub Ocean’s Eleven albo nasze  polskie Vabank’i ?  Zobacz koniecznie. Sprawdź ile pracy i wysiłku kosztował każdy skok. Najpierw był pomysł (cel/marzenie), do pomysłu był przygotowywany plan. Podpatrz jak są organizowane zasoby (ludzie, sprzęt),  rozplanowane drogi ucieczki, w końcu próby, synchronizacja działań,  alternatywne scenariusze, gdyby coś się nie powiodło itd. Może mając własne marzenie warto działać w podobny sposób?  Samo z siebie nic się nie „przyciągnie” Przykro mi, zero sekretu, zero magii, tylko praca, determinacja, trochę statystyki. Faktycznie jak dołożysz do tego uśmiech i dobre nastawienie do świata i ludzi, musi się udać.

PS.

Albert Einstein kiedyś powiedział: „Sprawdzaj źródła, bo Internet to rzeka gówna, która co jakiś czas wybija i zalewa autorytety”

 

Artur {szczęśliwy.pl} Olędzki



Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce Google m.in. poprzez poniższe frazy kluczowe::

  • sekret pracy w domu
  • sekret prawo przyciągania
  • sekret pracy w domu opinie
  • prawo przyciągania
  • sekret przyciągania
  • siła przyciągania sekret
  • Sekrety Pracy w Domu
  • sekret sila przyciagania
  • sprawdzaj źródła bo internet rorzeka gówna która co jakiś czas wybija i zalewa autofytety kto to powiedział
  • bledy w prawie przyciagania