Archiwum dla kategorii »Samodoskonalenie «

Szczęśliwi czasu nie liczą?

Szczęśliwi czasu nie liczą?

"Tykanie zegara wypełnia chwile szarego dnia Marnujesz i trwonisz godziny, które otrzymałeś"  Foto  ©  Czarek Jakubik - dzięki

„Tykanie zegara wypełnia chwile szarego dnia
Marnujesz i trwonisz godziny, które otrzymałeś”
Foto © Czarek Jakubik – dzięki


Czas nie jest wyrobem spożywczym,
który niczym tort podajemy sobie
nawzajem wokół stołu.
Czas jest istotą życia.
Kiedy ktoś prosi Cię o Twój czas, tak
naprawdę prosi o kawałek Twojego życia.

Antoinette Bosco

 

Szczęśliwi czasu nie liczą, ciekawe kto i po co wymyślił to przysłowie? Obserwując znajomych,ale i również osoby spotkane na co dzień na ulicy, w autobusach czy w pracy zgodnie z tym przysłowiem każdy z nich powinien być bardzo szczęśliwy. Przecież oni wyglądają na takich co w ogóle czasu nie liczą. Wiele osób jeżdżąc  komunikacją miejską po prostu gapi się w okno, wiele gra w tetrisa, na swoich na smartfonach, duży procent słucha muzyki, tylko kilka procent czyta lub uczy się. Każdy przecież jedzie do pracy, rano jest niewyspany, a po pracy jest bardzo  zmęczony, więc nie ma siły jeszcze robić przez te godziny jazdy tygodniowo. I tak, i tak jakoś ten czas przecież musi zlecieć przecież do pracy trzeba dojechać. Nikt tego nie będzie przecież liczyć, jednak jakoś ci ludzie w autobusach nie wyglądają mi na szczęśliwych. Może poszukajmy gdzie indziej.

Jakiś miesiąc temu ze znajomą byliśmy na zakupach. Akurat tak się złożyło, że trafiliśmy na wyprzedaże. Przed jednym ze sklepów z markowym obuwiem ustawiła się kolejka żeby tylko wejść do tego sklepu, moim zdaniem przynajmniej na trzy godzinne stanie. Ci szczęśliwi ludzie chcąc zaoszczędzić pieniądze stali i czekali. Oddali swój kawałek, życia aby zakupić (o ile się uda) buty z odpowiednią etykietką. Oczywiście, będą się mogli pochwalić znajomym wspaniałym obuwiem jak i będą przeświadczeni że zrobili naprawdę dobry interes. W końcu to „tylko” 2-3 godziny stania w kolejce, jakaś godzina na dojazd, 30 minut na znalezienie miejsca do parkowania, kto by to liczył.

Inny przykład. Niedawno przeczytałem:  „W Polsce czas spędzany przed telewizorem wydłużył się w porównaniu z 2011 r. o jedną minutę. Przeciętnie przed telewizorem spędzamy 4 godz. i 3 minuty.” Codziennie! A przecież jest jeszcze Facebook, Internet, gry komputerowe. Dla osoby, która przeżyje 65 lat, te cztery godziny dziennie  daje DZIESIĘĆ lat spędzonych przed telewizorem lub komputerem. Czy kiedykolwiek się nad tym zastanowiłeś, bawiąc się skacząc z kanału na kanał lub bezmyślnie oglądając co wirtualni znajomi zamieścili na swojej „ścianie”?

Podczas rekrutacji pracowników zadawane jest bardzo standardowe pytanie, które uwielbiam zadawać nawet  znajomym. Pytanie brzmi:  Jak wyobrażasz sobie swoje życie za pięć lat. Wydawało mi się, że idąc na rozmowę rekrutacyjną każdy wie o tym pytaniu. Jednak wiele osób jest zaskoczona wręcz skonsternowana. Cóż za dziwne pytanie, a skąd można wiedzieć co będzie za pięć lat. Jednak ostatnio oglądając kolejkę przed sklepem obuwniczym miałem ochotę zadać tym ludziom inne pytanie. Co byś, teraz, w tej chwili, robił, gdybyś wiedział, że zostało ci tydzień życia? Miesiąc życia, rok życia, pięć lat życia?

Jak byś się zachowywał gdybym ci  nastawił przy łóżku stoper odliczający wstecz te 1825 dni. Jak byś się zachowywał gdybyś codziennie rano widział jak upływa dzień po dniu. Czy zgodzisz się ze mną, że wtedy nie patrzyłbyś się bezmyślnie w okno jadąc autobusem, że nie stałbyś w korku godzinę, jeżeli wiedziałbyś, że na piechotę dojdziesz tam w 30 minut? Czy oglądałbyś cztery godziny dziennie telewizję? Kiedy wiesz, że rano się obudzisz a tam, pyk i zostało tylko (albo aż) 824 dni . Czy stałbyś trzy godziny w kolejce po najbardziej markowe buty na świecie tylko dlatego, że są nawet po 10 zł,  kiedy rano przy łóżku byś miał już 99 dni życia? Niedawno oglądałem film, może nie najwyższych lotów, ale film który mną wstrząsnął. Angielski tytuł to „In time”, polski „Wyścig z czasem” naprawdę polecam. Jest w nim kilka scen, które pozwolą zrozumieć jak teraz marnujemy to co jest najcenniejsze.

Ben Wisely "Złodzieje czasu"

Ben Wisely „Złodzieje czasu”

Niestety wszystkim nam coś się w pokręciło. Uważamy, że czasu mamy nieskończenie dużo, za to zawsze do szczęścia brakuje nam tylko pieniędzy. A przecież kiedy się rodzimy, nasz bak czasu jest zatankowany do pełna. Najgorsze jest to, że nie wiemy jak duży jest ten bak. Jedyne co wiemy, to to że nigdzie, ale to nigdzie nie znajdziemy żadnej stacji benzynowej podczas całego naszego życia. Pierwszy oddech tankuje bak czasu do pełna i od tego już momentu zegar zaczyna odliczać wstecz.

Proponuję statystycznie założyć, że w Polsce mężczyźni mają średnio zatankowany bak na 76 lat życia, zaś kobiety 80. Co daje odpowiednio 27 740 dni życia dla facetów,  dla kobiet 29 200 dni. Dużo? Oj nie do końca. To jest bardzo optymistyczne założenie, że bak jest standardowy i nic się wcześniej się z nim nie stanie. W dodatku z tymi ostatnimi kilometrami przecież różnie bywa. W moim przypadku wykorzystałem już 13 297 dni czyli wskazówka paliwomierza jest blisko połowy, o ile nic nieoczekiwanego się nie zdarzy zostało mi 14 443 dni,  czyli 52,07% czasu życia.( Agatko jeśli to czytasz to wiesz już ile mam lat ;P ) Brrr – straszne są te wyliczenia, niestety bardzo prawdziwe, kiedyś widziałem program agenta, który sprzedawał ubezpieczenia na życie. Ten by nawet tyle na mnie nie postawił. Znalazł by  co prawda sporadyczny, ale jednak alkohol, jakieś możliwe dziedziczne choroby, za dużo soli w diecie, jakiś stres, brak stabilizacji  itd. Choćby dlatego od ponad roku nie oglądam telewizji. Maksymalnie staram się wykorzystać każdą chwilę, kiedy nie sprzedaję (się!) swojego czasu pracodawcy. Dzień po dniu zegar tyka i tyka.

Ciekawe, że większość ludzi nie interesuję się jak zaoszczędzić to czasowe paliwo, a szukają sposobów jak zaoszczędzić pieniądze. Mam wielu znajomych, którzy dla pieniędzy, domu, samochodu, oddają nawet 14 godzin dziennie swojego życia. Mają dom, w którym tak naprawdę nie mieszkają, mają piękną żonę, z którą sypia hydraulik, bo po tych 14 godzinach to najchętniej co by zrobili to iść do łóżka, ale spać. Mają dzieci, które zastanawiają się kim ten pan jest i czego tak naprawdę chce.

 

Nie wiem czy zauważyłeś, że świat jest teraz tak urządzony,  że za pięć dni Twojej pracy dostajesz dwa dni wolnego. To tak jakbyś zainwestował na giełdzie 10 000 zł,  po pięciu dniach dostałbyś  4 000 zł. Zwrot z inwestycji -60%, gdzie tutaj jakakolwiek opłacalność? Czy wiesz, że pracując osiem godzin dziennie pracujesz przez 225 dni w roku, a tylko 140 dni (razem z urlopem) masz teoretycznie wolne. Teoretycznie, ponieważ jeżeli jesteś tak wykończony pracą przez te pięć dni w tygodniu, a podczas weekendu pragniesz jedynie odpocząć od pracy to ten czas też by należałoby doliczyć do czasu, który poświęcasz pracy. Żeby w następnym tygodniu pracować musisz jakoś odpocząć. A przecież pieniędzy, odwrotnie niż czasu nigdy nie zabraknie. Nie ma takiej szansy, codziennie są dodrukowywane miliony dolarów. Amerykański FED już o to zadba żeby nigdy nie zabrakło tego co nazywamy pieniędzmi. Banki dając kredyt tworzą nowy pieniądz oparty na długu. Kiedy pieniędzy jest coraz więcej i więcej, Twojego czasu z każdą sekundą jest mniej i mniej.

Proponuję trochę zmodyfikować tytułowe przysłowie na „szczęśliwi czasu nie marnują„. Zastanów się dobrze czy opłaca Ci się jechać na drugi koniec miasta przez dwie godziny, żeby kupić coś o 30 zł taniej. Czy jeżeli już podróżujesz do pracy, to  nie opłaca się w tym czasie przeczytać książkę, poradnik, wysłuchać audiobooka, czy czegoś się nauczyć? Czy stać Cię na bezmyślne oglądanie telewizji? Może zamiast poszukiwać drugiego etatu dla zwiększenia ilości pieniędzy, czas  zmienić nastawienie i zacząć myśleć: „co mogę zrobić żeby zaoszczędzić mój bezcenny czas”

Super by było żebyś wiedział jak zaoszczędzić czas innych, chociaż i tak prawdopodobnie mało kto z tego by skorzystał, nie wszystkich można wyciągnąć z Matrixa, więc można zrobić coś odwrotnego. Znaleźć sposób jak ludziom w żyjącym w Matrixie właśnie zająć czas. Dać im rozrywkę. Zobacz co z nami robią takie firmy jak

Apple czy Facebook. Czy one coś wnoszą do rozwoju świata? Jedynie co robią to dostarczają nam rozrywki, kradnąc nam nasz czas. Może zamiast oglądać telewizję zacznij pisać książkę, albo sprawdź czy jest coś co można na tyle zmodyfikować co zmieni życie innych. Paradoksem jest to, że jeżeli znajdziesz coś takiego, to nie dość, że ludzie zaczną Ci oddawać swój czas, to jeszcze chętnie za to zapłacą. Nie szukaj żadnego sekretu, poszukaj czego innym brakuje i daj im to. Pieniądze czasu Ci nie kupią, ale jak je mądrze zaczniesz wykorzystywać,  na pewno wiele zaoszczędzą z Twojego życia.

Napisanie tego artykułu zajęło mi około dwóch godzin. To trochę dłużej niż czas trwania jednego z popularnych seriali w telewizji razem z reklamami. Dziękując Ci za te 10-15 minut Twojego życia, które poświęciłeś na przeczytanie, mam nadzieję, że to będzie dla Ciebie korzystana wymiana. Masz kilka rzeczy do przemyślenia.

MJ DEMARCO Fastlane Milionera

MJ DEMARCO Fastlane Milionera, pochłonięta w 7 godzin 🙂

Myślę, że będziesz o tym pamiętał kiedy stwierdzisz, że Ci się nudzi i zaczniesz szukać czegoś do obejrzenia w telewizji lub złapiesz siebie podglądaniu znajomych na FB.

PS.

Część artykułu powstała po przeczytaniu książki MJ DEMARCO Fastlane Milionera Książkę dosłownie wchłonąłem w jeden dzień. Zainteresowałem się nią ponieważ w przeczytanej recenzji, autor tejże narzekał, że MJ DEMARCO za bardzo krytykuje  niejakiego Roberta Kiyosakie’go, który jak do tej pory był jednym z moich guru od spraw finansowych. Mimo, że wybieram się na Międzynarodowy Kongres Kiyosaki’ego w październiku, to przestał już być tym guru. Książka MJ DEMARCO miażdży wszystko co do tej pory wiedziałem.

 

Artur Olędzki


Moja osobista rozprawa z Sekretem i „prawem przyciągania”

Moja osobista rozprawa z Sekretem i „prawem przyciągania”

 

Ostatnimi czasy zaczynam przyciągać coraz więcej reklam i propozycji szkoleń z Sekretu i prawa przyciągania. Dlatego też żeby mnie to więcej nie nachodziło spróbuję wykazać, że to nie „prawo przyciągania” i Sekret za tym stoją. Tylko i wyłącznie najprostsza statystyka i ciężka praca.

Oczywiście, że przeczytałem i obejrzałem Sekret  oraz  nową książkę Sekret. Siła – Rhondy Byrne, kilka razy przeczytałem Potęgę podświadomości Joseph’a Murphy. Znam książkę  Prawo przyciągania , dr Joe Vitale, a na półce stoi Moc pozytywnego myślenia Normana V.Peale  oraz kilka innych. Dzięki OSHO wiem, co nie co, o podświadomości i nad-świadomości itp. Po pięciu latach studiowania i praktykowania tego wszystkiego, doszedłem do wniosku, że jest to o kant… !!!

W mojej opinii, to żadne „prawa przyciągania”, żadne sekrety, a tylko i wyłącznie:  planowanie, ciężka praca oraz zwykła statystyka pomogą odnieść jakikolwiek sukces. Nic więcej i aż tyle.

Tromsø – NordlysFOTO  © Mateusz Kozyra

Tromsø – Nordlys
FOTO © Mateusz Kozyra

No dobrze, przydałoby się kilka argumentów. W filmie Sekret jest założenie:  stajesz się tym, o czym najczęściej myślisz oraz myśli stają się rzeczami. Znając to założenia wystarczy sobie wyobrazić najnowsze BMW. Potem moment, kiedy nim wyjeżdżasz z własnego garażu, a na podjeździe już czeka na Ciebie piękna, długonoga blondynka. Lub odwrotnie, to Ty jesteś tą blondynką i czekasz na swojego pięknego, wysokiego, właśnie wyjeżdżającego najnowszym BMW faceta, znanego autora bestsellerów. Co komu pasuje.  Do tego należy dołożyć wiele optymistycznego nastawienia, pozbyć się negatywnych myśli i…podobno działa!  Ponieważ każda myśl jest energią, która ma jakąś częstotliwość  itd.

Sam Albert Einstein miał używać  prawa przyciągania i niby napisał: „Wszystko jest energią. Wszystko. Dostrój się do częstotliwości tego, czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to Twoją rzeczywistością. Nie może być inaczej. To nie filozofia, to fizyka”  Od razu błąd!  Cytat jest fajny, bardzo mi się podoba. Jednak czy ktoś zadał sobie kiedyś trochę trudu i sprawdził czy faktycznie jest to cytat pana Einstein’a? No włacha!!! (mój blog – wolno mi 🙂 )  Prawdziwy autor to niejaki Darryl Anka. Szkoda, że autorzy Sekretu tego nie sprawdzili, chociaż to oczywiście jeszcze nie podważa niczego.

Przestań odwlekać i zacznij działać! Bartłomiej Popiel

Przestań odwlekać i zacznij działać! Bartłomiej Popiel

Więc. Siedzę i myślę, wizualizuję już drugi tydzień, miesiąc, rok, mam bardzo pozytywne myśli, tyle tylko że…na kanapie. Ktoś mi podpowiedział, że jednak wypadałoby coś zrobić i wyjść do ludzi. Wyszedłem do ludzi,  oczywiście cały czas „przyciągając” i wizualizując.

Zaczniemy od tego BMW i domu. Robię wizualizację i widzę znajomych. Kiedy wszyscy pracują na etatach w ciepłych państwowych firmach, marudząc, że im ledwo starcza do ostatniego, moi znajomi w zimę, przy -15 stopniach wstają o 3 nad ranem i zasuwają z torbami po kolejną partię towaru w drugi koniec Polski.  W tym samym dniu potrafią to sprzedać  w innym miejscu.  Nie ważne czy to jest sobota czy niedziela, tak przez kilka lat. Faktycznie, teraz „przyciągnęli” 2 najnowsze modele BMW, prawie 200 metrowy dom i klika hurtowni. Jeżdżą na Karaiby i na narty do Włoch. Ciekawe czy zamieniłbyś się? Kilka lat braku pewności, bezpieczeństwa i ciężkiej codziennej harówki, kiedy inni siedzą w knajpach i klubach żłopiąc piwo, śmiejąc się z handlarzy.

Teraz z drugiej strony. Znasz na pewno ludzi, którzy mają dom, samochód, firmę w wieku dwudziestu kilku lat? O tak, tutaj na pewno zadziałało „prawo przyciągania”. Szkoda, tylko że całe to ich „przyciąganie”  to wynik pracy  (nie ważne czy uczciwej czy nie) ich rodziców.  Czy to już Sekret, czy  tylko w odpowiednim miejscu i czasie się urodzili.



Kolejna sprawa – choroby. Jeżeli będziesz myślał o chorobie, to na pewno Ciebie dosięgnie. Jeżeli będziesz negatywnie nastawiony do świata to jasna sprawa, coś „przyciągniesz”. Ok zgoda. Faktycznie dorosły człowiek, w depresji, jest sobie wszystko wmówić. Co jednak można powiedzieć  o kilkuletnich dzieciach, które chorują na raka? Same sobie to „przyciągnęły”? O noworodkach? Chyba, że to matka własnego dziecka codziennie sobie coś takiego wizualizuje, trochę ciężko  w to uwierzyć! No i czy to „prawo” potrafi również działać na inne osoby. Oj politycy mieliby używanie gdyby tak mogli sobie „wizualizować” wyniki wyborów. Co mają powiedzieć osoby, które mają schorowanych rodziców, niepełnosprawne rodzeństwo. Nikt ich nie pytał o „przyciąganie” po prostu się opiekują takimi osobami i tyle i mimo, że od losu dostały, to co dostały, nie szukają „prawa przyciągania” tylko wierzą w siebie, we własne ręce, głowę i zaradność. Często sobie dają radę lepiej niż inni ludzie.

Czy jeżeli ktoś wymarzy, wizualizuje sobie, że jest autorem bestsellera, a nie napisze nawet kawałka tekstu, zostanie nim?  Stephen King – pisarz.  Jego książki rozeszły się w nakładzie przekraczającym 350 milionów egzemplarzy, co czyni go jednym z najbardziej poczytnych pisarzy na świecie, dzień w dzień pisze tekst składający się przynajmniej z 2000 słów. Zaczął pisać już jako dziecko. W wieku 13 lat wysłał pierwsze opowiadanie do wydawcy, oczywiście został totalnie olany. Jednak pisał  dalej. Nie „przyciągał” i wizualizował, tylko siadał do maszyny i pisał. Czy ktoś oglądający film Sekret ma szansę na taki sukces? Pewnie że ma, o ile usiądzie i zacznie pisać, czy cokolwiek  innego robić.  Potrzeba około 10 000 godzin ciężkiej pracy żeby, w jakiejś dziedzinie, stać się mistrzem. Codzienny ośmiogodzinny trening!!! Co daje  1250 dni. I tak przez 3,5 roku dzień w dzień, wszystkie święta i niedziele. Wtedy faktycznie, o ile jeszcze ma do tego predyspozycje, ma szansę coś „przyciągnąć”. Chociaż nawet wtedy nie ma gwarancji bo jeżeli będzie to robił bez przekonania, bez pasji i planu zostanie zwykłym rzemieślnikiem czyli jak około 98% społeczeństwa.



Ten artykuł na około 1650 wyrazów, piszę go już około pięciu godzin, a jeszcze jakaś korekta, jeszcze obróbka. Może w ogóle go nie pisać? Po co się męczyć?  Przecież każdy może skrytykować i przejechać się po mnie jak po łysej kobyle, a to za styl, za gramatykę za błędy, za braki merytoryczne, albo tak dla zasady. Może lepiej byłoby sobie zrobić wizualizacje jak sam się wkleja na szczęśliwy.pl?

Teraz ta wymarzona, długonoga, blond włosa partnerka. Robię wizualizację – przyciągam. Na pewno pojawi się w moim życiu i będzie boska. Idę do pracy, tam mam kilka koleżanek, jedna blondynka się do mnie uśmiecha, więc jest! Przyciągnięta?  Nie, ponieważ ta blondynka jest bardzo podobna do poprzedniej, z którą ostatnio próbowałem i nic nie wyszło.  Więc teraz  powiesz, że akurat to jest dowód na „prawo przyciągania” takich samych kobiet, jakie sobie wyobraziłem!

Architekt przyszłości Jacek Siewierski

Architekt przyszłości Jacek Siewierski

Jeszcze raz.  Nie – to nie jest „prawo przyciągania” To jest bardzo prosta statystyka. Na świecie jest prawie 3 miliardy kobiet, a Ty zawsze „przyciągasz” podobne. Więc dlaczego tak się dzieje? Policzmy. W Polsce będziemy mieli już tylko 20 milionów kobiet, odrzucę dzieci i staruszki, za to dorzucę kolejne kryteria, wzrost, wykształcenie, zawód, wagę, kolor włosów, do tego miejsca w których przebywam, znajomych, to okaże się, że  do „przyciągnięcia” jest raptem 20-30 kobiet. W dodatku każda, albo pracuje ze mną albo mamy wspólnych znajomych, tym samym się interesujemy. Więc wszystkie są podobne z charakteru, usposobieniu itd.  Kiedy popytasz gdzie ludzie poznają się najczęściej, wszystkie odpowiedzi będą podobne. Będzie to albo uczelnia, praca, albo impreza u znajomych i tak w kółko. Ten sam typ ludzi, to samo towarzystwo.  Żeby poznać zupełnie kogoś innego trzeba wyjść na miasto czy do galerii handlowej, zapisać się na jakiś kurs, szkolenie, iść na

siłownię, basen. Wręcz zacząć podróżować, wszyscy lubimy ludzi których pasją jest podróżowanie, po prostu wnoszą do naszego życia odmienność.  Jednak to wszystko ma mało wspólnego z przyciąganiem, a bardziej z chęciami (również jakimś planem) i rutynowymi czynnościami czyli zwykłą pracą.  Jeżeli jesteś facetem i faktycznie podejdziesz do 10 kobiet, które Ci się podobają, statystycznie od 8 dostaniesz zwykła zlewkę. Więc zamiast „prawa przyciągania” jest prawo determinacji i nie zważanie na porażki.  Jeżeli siedzisz na FB „przyciągniesz” takich samych ludzi jak Ty siedzących na FB. Jeżeli lubisz i chodzisz do klubów, „przyciągniesz” partnerów imprezowych, z bardzo luźnymi wartościami dotyczącymi wierności i stałości. Więc po co się pytasz, dlaczego cały czas są wszyscy tacy sami?

Ciężko praca i statystyka. Czy możemy sobie jakość sprawę uprościć? Tak jeżeli tylko zdamy sobie sprawę,  o tych dwóch rzeczach. Pracować też trzeba umieć,  umieć odróżnić rzeczy ważne, które decydują o 80% sukcesów od siedzenia na FB. Skupić się na tym co chcemy osiągnąć.  Podzielić na kawałki. Rozplanować, wyznaczyć daty zakończenia, zdobyć odpowiednie zasoby i zacząć to robić. Jeżeli się nie uda, skorygować, poprawić i jeszcze raz, aż do skutku. Nie szukaj i nie mów, że nie masz motywacji. Jeżeli już zaczniesz i z listy zadań zniknie jakieś zadanie, motywacja się sama pojawia. Jeżeli odniesiesz pierwszy sukces motywacja się zwielokrotnia. Potem wiesz, że jeżeli jedno się udało uda się i następne. Tutaj nie ma żadnej magii, żadnego „prawa przyciągania” albo to zrobisz/wymyślisz/zarządzisz albo nie. Jeżeli będziesz, po każdej porażce coś zmieniał, coś poprawiał statystyka Ci pomoże.

Więc nie daj się nabierać na szkolenia z „praw przyciągania” itp.  Szkoda kasy. Lepiej kupić kurs o planowaniu, o zarządzaniu czasem, o zarządzaniu zasobami i iść na niego z przekonaniem, że to jest tylko narzędzie, które ma mi ułatwić ciężką pracę, którą i tak trzeba wykonać. Widziałeś filmy  Plan doskonały  lub Ocean’s Eleven albo nasze  polskie Vabank’i ?  Zobacz koniecznie. Sprawdź ile pracy i wysiłku kosztował każdy skok. Najpierw był pomysł (cel/marzenie), do pomysłu był przygotowywany plan. Podpatrz jak są organizowane zasoby (ludzie, sprzęt),  rozplanowane drogi ucieczki, w końcu próby, synchronizacja działań,  alternatywne scenariusze, gdyby coś się nie powiodło itd. Może mając własne marzenie warto działać w podobny sposób?  Samo z siebie nic się nie „przyciągnie” Przykro mi, zero sekretu, zero magii, tylko praca, determinacja, trochę statystyki. Faktycznie jak dołożysz do tego uśmiech i dobre nastawienie do świata i ludzi, musi się udać.

PS.

Albert Einstein kiedyś powiedział: „Sprawdzaj źródła, bo Internet to rzeka gówna, która co jakiś czas wybija i zalewa autorytety”

 

Artur {szczęśliwy.pl} Olędzki



Ten artykuł znaleziono w wyszukiwarce Google m.in. poprzez poniższe frazy kluczowe::

  • sekret pracy w domu
  • sekret prawo przyciągania
  • sekret pracy w domu opinie
  • prawo przyciągania
  • sekret przyciągania
  • siła przyciągania sekret
  • Sekrety Pracy w Domu
  • sprawdzaj źródła bo internet rorzeka gówna która co jakiś czas wybija i zalewa autofytety kto to powiedział
  • sekret sila przyciagania
  • dostrój się do częstotliwości tego czego pragniesz
Dlaczego ktoś zostaje prezydentem… (a ktoś inny nie może znaleźć miejsca w noclegowni?)
Czy zadajesz sobie czasem pytania podobne do tego w tytule? Lub takie jak to: co jest prawdziwą przyczyną tego, że jeden człowiek boi się stanąć w oknie pierwszego piętra, a drugi bez żadnego zabezpieczenia wspina się na kilkusetmetrowe skalne ściany? Znasz to? Nasze życie obraca się wokół kilku praw, które nim rządzą. Opisał je mądrze wiele lat temu Arkadiusz Bednarski w książce „Wywieranie wpływu na siebie”, którą postanowiliśmy właśnie teraz wydać w wydawnictwie Złote Myśli w udoskonalonej i rozszerzonej wersji.
Być może zadziwił Cię ten tytuł – chętniej bowiem wywieramy wpływ na INNYCH, pragnąc ich w jakiś sposób zmienić, ale nie rozumiemy, że trzeba zacząć od siebie. A jeśli zdajemy sobie z tego sprawę, to nie wiemy, jak to robić, bo niestety nigdy nikt nas tego nie uczył.

Oceń, czy i Tobie przyda się wiedza o tym, jak bardziej kontrolować swoje życie, poskromić lenistwo oraz nie poddawać się, pomimo tego, że niektóre dni niosą ogromne wyzwania. Są ludzie, którym udaje się pokonywać przeciwności losu i dążyć do realizacji marzeń. Oni po prostu już odkryli, jak wywierać na siebie odpowiedni wpływ. Chciałbyś być na ich miejscu?Jeśli chcesz zostać właśnie takim człowiekiem, możesz zacząć od tego, że przeczytasz, jak to zrobić. Spójrz, jakie wskazówki zawiera nasza premiera “Wywieranie wpływu na siebie“.
Pozdrawiam serdecznie
Artur Olędzki {Gapiart}
śpiesz się, tylko do środy (01.06.11)
w PREZENCIE 100-stronicowy ebook
“Jak skutecznie zwiększać jakość swojego życia”



Ksiazki ksiazki_468x60 468 x 60

Recenzja audiobooka „Czas na zmiany”


Recenzja audiobooka „Czas na zmiany”
czyli jak zmienić swoje życie i sprawić, aby w końcu spełniło się to, o czym marzysz

Darowanemu konikowy w zęby się nie zagląda. Jednak tym razem muszę złamać tą zasadę. Jakiś czas temu od wydawnictwa nexto.pl dostałem możliwość wybrania sobie darmowego audiobooka. Wyobrażacie sobie – KAŻDEGO audiobooka, który znajdę na ich stronie . Jedyny warunek to napisanie o nim opinii bądź recenzji. Dlatego też jestem przez to zmuszony zajrzeć darowanemu
konikowi w ząbeczki.

Długo się zastanawiałem, co wybrać. Chciałem żeby to było i z pożytkiem dla mnie samego oraz żeby mieć dobry materiał na artykuł na Praktyczny Uniwersytet, a że ostatnimi czasy nie zajmowałem się samodoskonaleniem, więc w końcu padło na audiobooka „ Czas na zmiany” autorstwa Łukasza Milewicza.

Łukasz Milewicz opisuje siebie jako „ekspert w dziedzinie osiągania celów życiowych,
motywacji i zmiany swojego życia” zanim zacząłem słuchać, dowiedziałem, się, że jest także znanym trenerem właśnie w tej dziedzinie organizuje wiele szkoleń i pomógł wielu osobom.

W książce (audiobooku) „Czas na zmiany”autor obiecuje, że nasze życie w bardzo prosty sposób może zostać przewrócone do góry nogami, dzięki kilku wskazówkom, jakich udzieli. Jestem właśnie z tych osób, które przeczytało już wiele takich pozycji. Więc zaskoczyć mnie nie jest
prosto. Pozytywne myślenie, nastawienie, wiara oraz historie na temat jak komuś udało się z pucybuta zostać milionerem, czyli stały repertuar takich pozycji. Sporo ckliwych opowiastek jak wiara pomaga dojść do sukcesu. To wszystko już było.



Ksiazki ksiazki_468x60 468 x 60

Ale…jest coś nowego w tej książce. Może komuś się wyda głupie, ale to na co jakoś szczególnie zwróciłem uwagę to w bardzo fajny sposób wyjaśniona teoria potrzeb Maslowa, niby każdy wie o co chodzi, ale tutaj jest to bardzo ciekawie wyjaśnione. Podoba mi się rozdział na temat pozytywnego myślenia – całkowicie nowe podejście. Eksperyment, który przeprowadził Łukasz na sobie daje wiele do myślenia. Zgadzam się z nim całkowicie, że siedząc na kanapie i myśląc pozytywnie, kreując sobie nawet najwyraźniejsze obrazy tego mitycznego miliona, nie zmienia to faktu, że nadal siedzimy na kanapie. Większe jest prawdopodobieństwo, że spadnie na nas samolot niż ten milion. Łukasz twierdzi, na przykładzie łuku i strzały, że faktycznie pozytywne myślenie jest ważne, ale najpierw trzeba zacząć działać, robić coś, a dopiero potem pozytywnie myśleć o owocach naszych
działań. Zgadzam się z nim całkowicie, jest to główna myśl, którą sobie pozwolę „zabrać” z tej książki. Drugą rzeczą, jakiej się nauczyłem z tej książki to prosta prawda jaką jest to, że główne wymówki ludzi, robiących wszystko żeby nic się nie zmieniło w ich życiu to – brak pieniędzy, czasu oraz znajomości. Kiedy usłyszałem „o efekcie namiotu”, który pojawia się w parach z dłuższym stażem, czyli zanikanie znajomości, wziąłem komórkę i zadzwoniłem, do co piątej osoby z listy kontaktów? Szkoda, że nie widziałem miny pewnego handlowca, z którym nie miałem kontaktu od paru lat. Po prostu zapytałem się, co u niego
słychać, co porabia. Był maksymalnie zdziwiony, pewnie w pierwszej chwili myślał, że chcę pożyczać od niego pieniądze…


Jest jedna szczególna rzecz, która mi się nie spodobała Łukaszu. Jest to ostatni rozdział. Potrafię zrozumieć, że giełda może być miejscem gdzie człowiek może się stać wolnym. Jednak, po co jest wypowiedziana tam kwota 4 tysięcy złotych, jakie wydałeś na szkolenie na temat giełdy? Czemu to miało służyć? Już myślałem,
że w następnych słowach pojawi się reklama takiego „super szkolenia”. Na szczęście obyło się bez tej reklamy, ale wg mnie to jest niepotrzebne, zabrzmiało to jak
zgrzyt paznokci na tablicy. Na koniec chciałbym się jeszcze odnieść do idei samych audiobooków. Jak do tej pory osobiście zetknąłem się tylko z językami obcymi nagrywanymi na mp3. „Czas na zmiany” był moim pierwszym audiobookiem, jaki wysłuchałem. Jestem wielkim zwolennikiem zwykłych książek, które można czytać prawie wszędzie w autobusie tramwaju, metrze. „Prawie” robi jednak różnicę. Słuchawki i na rower. Płytka do odtwarzacza i słucham podczas jazdy samochodem. Spacer z psem -znowu słuchawki.
Widziałem już ludzi, którzy czytali książkę idąc na przystanek autobusowy. Sami jednak przyznacie w słuchawkach chyba byłoby bezpieczniej. Reasumując nie żałuję, że odsłuchałem „Czas na zmiany”, ponieważ skłoniły mnie do przemyślenia kilku rzeczy, klika nowych rzeczy się dowiedziałem. Przyszłość
pokaże czy czegoś się nauczyłem.

Artur Olędzki