Tag-Archive for » biały piasek «

Saona – gorące plaże, biały piasek- raj na Ziemi

31.10.2011 CZĘŚĆ IV

Godzina 9:20 zbiórka na pomoście (miało być o 9:00 ale na Dominikanie czas trochę inaczej jest liczony 🙂 ) Szybki transfer motorówką na katamaran i w drogę. SAONA czeka. Podróż katamaranem trwała blisko 2 godziny z przystankiem w ‚natural pool’. Jednak nie była to zwykła podróż, ledwo ruszyliśmy i zaczęła się impreza. Sexy Dominikanka podawała obowiązkową witaminę „R”, a przystojny Dominikańczyk uzupełniał to colą. Lokalna muzyka w rytmach marenge, bachata grała na full, tańce, lekcja ruszania tyłeczkiem. Opalanko pełna parą. Biba na maxa. Półtoralitrowych butelek rumu zeszło chyba z osiem na trzydzieści osób. Oj nie żałują oni tutaj tej witaminy.

Po godzinie płynięcia i bujania się w rytmach marenge  zatrzymaliśmy się na wspomnianym wcześniej ‚natural pool’.  Nie uwierzycie, ale ‚happy hour – every hour’ przeniosło się do wody! Dla zwiększenia bajeru ‚nagle’ pojawiły się dwie rozgwiazdy, z którymi wszyscy się fotografowali, a że i krajobrazy boskie to nawet Tofik wyszedłby na macho. W między czasie kapitan skoczył na brzeg i  przytargał kilka kokosów. Nie ma to jak prywata w pracy, zresztą obserwując animatorów to oni ciągle są w pracy, a praca dla nich to ciągła zabawa. Nikt ich nie zmusza a oni bawią się w najlepsze. I ciągle im się chce, mimo, że niektórzy ewidentnie przeforsowali z witaminą”‚R”:)  Wracając do tematu.  Po imprezie w morzu dopłynęliśmy do wyspy Saona. Pierwsze wrażenie – faktycznie raj: biały puszysty piasek, lazurowa woda, cudne powykręcane muszle, gdzieniegdzie resztki rafy na plaży. CUDO. Zanim coś przekąsiliśmy rozejrzeliśmy się dookoła. Mimo cudów opisanych powyżej można podpatrzeć również  normalne życie, które starannie ukryte prze turystami nie jest już tak kolorowe. Brud, bieda, przestarzałe sprzęty, rozpadające się domy i czarnoskórzy robotnicy od „czarnej roboty” starający się być niewidoczni. Sprawiający wrażenie zażenowanych, że nie wyglądają jak z folderu turystycznego.

Skubnęliśmy trochę owoców, wlaliśmy w siebie hektolitry napojów. Jak tylko nasza wycieczka pojawiła się na plaży, obskoczyli nas sprzedawcy kokosów, łańcuszków, masażystki, które niemalże siłą masowały swoje ofiary za bagatela 40 dolców. Przez pierwszą godzinę pobytu na wyspie cały czas ktoś nas nagabywał, a to na masaż, a to na łańcuszek, bransoletkę czy zaplecenie warkoczyków. Warkoczyki chciałam zafundować Nice, ale nienegocjowalne 2 dolary za sztukę skutecznie nas zniechęcało.




Czas na wyspie wlókł  się powoli i ospale, krajobrazy sprawiały wrażenie czegoś nierealistycznego. Takie coś do tej pory istniało jedynie na zdjęciach drogich biur podróży. W dodatku świeciło piękne słońce. Zrobiliśmy sobie długi spacer, kąpiąc  się co chwilę w morzu. Zrobiliśmy sobie wiele cudownych fotek. Właśnie takich jak poniżej, na widok których szlag może niektórych trafić 🙂

Z Saony wracaliśmy już nie katamaranem, a dwiema motorówkami, wyglądały na szybkie i mocne, każde po dwa silniki. Za chwilę przekonaliśmy się, że faktycznie są szybkie, kiedy okazało się się, że łodzie będą się ścigać, a kapitan dodał gazu niektórzy zrobili się bladzi. Tym samy powrót skrócił się do 30 minut.

Po powrocie, wszyscy się ogarnęliśmy, szybki prysznic i już w basenie zaczęliśmy się zastanawiać i snuć plany na wieczór. Oczywiście nie obyło się bez towarzystwa mojito! Popływaliśmy w basenie, byliśmy na lekcji salsy, a około 19:00 spotkaliśmy się w Mexican Restaurante. Znowu się objedliśmy. Tego wieczora poznaliśmy animatorkę z Francji – Charlottę. Dziewczyna wcześniej pracowała w Grecji, jednak na sześć miesięcy została „‚zesłana” na Dominikanę, co za pech :P.

Obserwowaliśmy ludzi z obsługi, animatorów. Niesamowite jest to, że nikt tutaj nigdzie się nie śpieszy.  Każdy jest uśmiechnięty,  dla innych po prostu miły. Nieustanne coś sobie podśpiewują  (rewelacyjna dziewczyna od naleśników), tańczą bujają biodrami, a tylko niejako przy okazji pracują.  Animatorzy są tutaj od rana do nocy, a mimo to posiadają pokłady niespotykanej energii. Ciągle zachęcają do zabawy, tańczenia, jak nie ma chętnych do tańca to oni tańczą i tak tyle, że ze sobą.

Zrobiła się 22:00, spędzona na tańcu i piciu, planowaliśmy imprezę do rana, jednak  wszystkie wcześniej robione plany nie wypaliły.  Każdy po prostu padł. Znowu nici z teatru.  Po prostu budzimy się i zasypiamy w rytmach tutejszej muzyki.

Artur Olędzki


 


750x100travelaff222 Image Banner 750 x 100