Tag-Archive for » spadochron «

Wielki skok (powietrze)

Amerykańska pisarka Helen Keller napisała kiedyś: „Nie wolno zgadzać się na pełzanie, kiedy czujemy potrzebę latania”

Samo latanie „chodzi” za mną od wielu lat.  Odrzutowe samoloty pasażerskie od dawna nie są jednak żadną frajdą. Loty widokowe to również średnia przyjemność. Od jakiegoś czasu rodziła się we mnie potrzeba wielkiego lotu, czegoś naprawdę mocnego i na pewno to nie miał być lot balonem.

Oczekiwanie

Oczekiwanie

Z Kasią zgadaliśmy się oczywiście zupełnie przypadkowo. Od słowa do słowa wyszło, że decydujemy się na WIELKI SKOK !
Jednak same chęci to nie wszystko i sprawa na jakiś miesiąc ucichła. Jednak „dostrój się do częstotliwości czego pragniesz, a w nieunikniony sposób stanie się to twoją rzeczywistością” tak było i tym razem. Obudziłem się około 4:40 nad ranem. Zupełnie wyspany. Z jakiegoś powodu odpaliłem pocztę na kshopping.groupon.pl?CID=PL_AFF_66_10_1_1&utm_source=aff_66&utm_medium=aff_10&utm_campaign=aff_1&utm_content=aff_1&nlpomputerze, a tam oferta Groupon’a – skok w tandemie z wysokości 4 km !!!- 50 sekund swobodnego spadania z prędkością 200 km/h.   Do godziny 12:00 Kasia załatwiła wszystko od 5 osobowej ekipy wariatów po wszelkie formalności. Pozostało czekać na dzień 30.06.2012.


Skoki odbywają się na lotnisku w niedużym mieście Przasnysz, jakieś 90 km na północ od Warszawy. Godzina 10:00 zwarci o gotowi stawiliśmy się na trawie lotniska. Przez około godzinę obserwowaliśmy jak niewielka Cessna 206 dwa razy wzbijała się w powietrze z kolejnymi  śmiałkami. Start i po 30 minutach, prawie równocześnie z powoli opadającymi skoczkami lądowała. Mimo że wcześniejsze losowanie wskazywało, że mój skok będzie ostatni, okazało się, że lecimy z Kasią pierwsi.

Budynek lotniska sporotwego w Przasnyszu

Budynek lotniska sportowego w Przasnyszu

Moim aniołem stróżem na czas skoku został człowiek o ksywce „Koniu”. Właśnie od niego zależało czy będę pisać ten tekst. Koniu mnie ubrał w kombinezon skoczka, poodciskał wszelkie paski aż  mi , oczy z orbit powychodziły. Krótka odprawa. W jaki sposób wszystko się odbędzie, jak się zachowywać podczas skoku, kilka ćwiczeń.  Oczywiście w tym momencie nic człowiek nie pamięta. Jak dla mnie największe nerwy i strach to było przy ubieraniu i odprawie.  Czym dalej w las tym większy spokój. Zaczekaliśmy, aż  Cessna się dotankuje  i start. Na marginesie mam w tej chwili o jeden start samolotem więcej niż lądowań. W takim samolociku mieści się pilot i sześć osób.

Robią ze mnie 'skoczka spadochronowego'

Robią ze mnie ‚skoczka spadochronowego’

Mieści się, ponieważ tak naprawdę prawie siedzi się na kolanach swojego instruktora.

4000 metrów to naprawdę wysoko. Jest to maksymalna wysokość z jakiej można skakać bez badań lekarskich i uprawnień. Cessna wspinała się prawie 20 minut, stękając przy tym niemiłosiernie. Wydawało się,  że zaraz się rozleci tak wszystko skrzypiało i jęczało. Na jakiś 3000 Koniu mnie dosłownie przypiął do siebie. Potem otworzyła się płachta na prawej burcie samolotu. W dziurze najpierw zniknęli instruktor i uczeń. Następnie Kasia ze swoim instruktorem. I w końcu moja kolej. Kciuk do góry w kierunku pilota. Jest OK.  Spojrzałem w dół na Ziemię – idealna mapa, taka z Zumi albo Google Maps.  Autentycznie bardziej straszno jest na balkonie na 13 piętrze.  Ready and go…..

50 sekund swobodnego spadania z prędkością 200 km/h. Akurat te 50 sekund to chyba najszybsze sekundy w moim życiu. Słychać szum powietrza, normalnie się oddycha. Pamiętam klepnięcie oznaczające, że mam rozłożyć ręce.  Pamiętam kilka poprawek brody i nóg. Pełna koncentracja i umysł jasny jak nigdy. Żadnej obawy, żadnego dialogu wewnętrznego. Jedynie co mi wtedy do głowy przyszło to recytacja mojej ulubionej afirmacji.  Powoli – słowo za

Miękkie lądowanie na czterech literach

słowem.

W końcu lekkie szarpnięcie.  Komunikat Konia „Spadochron otworzył się prawidłowo” tak jakby to miało jakiekolwiek znaczenie J. Dostałem do ręki linki spadochronu, za nim się zorientowałem jak mam to trzymać (pewnie na filmie będzie widać.. hihi) minęła chwila. Potem klika zwrotów raz prawo raz w lewo. Karuzela wymięka przy tym. Koniu podpowiadał żeby sobie pokrzyczeć, jednak moim zdaniem lepiej posłuchać odgłosów powietrza na spadochronie niż własnych krzyków. Ziemia się uparła i zbliżała coraz bardziej. Koniu zabrał mi linki spadochronu. Zrobiliśmy jeszcze dwa kółka nad lotniskiem, komenda nogi

Pierwsze kroki- znowu na Ziemi :) 30.06.2012 13:06:34T he mission is completed!!!

Pierwsze kroki- znowu na Ziemi 🙂 30.06.2012 13:06:34 The mission is completed!!!

do góry. I….za chwilę siedzę na ziemi na własnych 4 literach. Miękko, zgrabnie i profesjonalnie. Pierwsza myśl po wylądowaniu – chcę jeszcze !!!

50 sekund – jedne z ciekawszych w życiu. Około 8 minut na spadochronie, ciekawe przeżycie. Polecam naprawdę bo:

„Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”
— Mark Twain

Jak tylko dostanę mój  film, nie omieszkam go zamieścić.

Wrażenia spisał
Artur {gapiart} Olędzki